(Moje) złoto wśród stylizatorów - Taft Irresistible Power

(Moje) złoto wśród stylizatorów - Taft Irresistible Power


Hej! Czemu by nie zadbać o loki, gdy spędzamy czas w domu? :) Jak wiecie, w obecnej sytuacji chętnie bawię się w swojego własnego fryzjera. Dawno nie korzystałam z mojego ulubionego duetu stylizacyjnego, jaki tworzą Cantu Aktywator i żel Taft Looks Irresistible Power. Był to pierwszy dobry jakościowo stylizator, który nabyłam, dlatego też mam do niego ogromny sentyment. Z kolei Cantu to odżywka bez spłukiwania, której działanie przypadło do gustu wielu posiadaczkom naturalnych loków. Dzisiaj skupię się jednak na żelu. Potocznie zwany złotym Taftem produkt chwyciłam po raz pierwszy do rąk niemalże przypadkiem. Przeczytałam na grupie Curly Girls Polska o jego pozytywnym działaniu, ale nie był to jedyny polecany kosmetyk. Będąc w supermarkecie rozglądałam się  za jakimś żelem. I wtedy w oko wpadł mi wspominany na CGP produkt Tafta! Niespodziewanie stając się przy tym moim ulubieńcem. Kiedy mam ochotę na sprawdzoną stylizację sięgam właśnie po niego. W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam opisać ów żel na blogu.
Co sprawia, że żel tak dobrze działa?
Oczywiście skład! Już Wam go przybliżam. :)
Aqua, PVP (polimer), Acrylates/Hydroesters Acrylates Copolymer (film former), Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer (film former), Aminomethyl Propanol (regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (emulgator), Glycerin (humektant), Panthenol (humektant), Caffeine (przeciwutleniacz), Taurine (aminokwas), Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol (filtr UV), Parfum (zapach), DMDM Hydantoin (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Ethylhexylglycerin (humektant/konserwant), Linalool (składnik kompozycji zapachowych), Limonene (składnik kompozycji zapachowych), Sodium Benzoate (konserwant), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowych), Alpha-Isomethyl Ionone (składnik kompozycji zapachowych), CI 60730 (barwnik)
Jak widać, żel jest zgodny z metodą curly girl,  humektantowy, jednak nie jest to jakoś mocno odczuwalne. Tak, na zdjęciach widać lekki puch, jednak zrobiłam je na drugi dzień po myciu, co więcej, po wtarciu wcierki, więc mają pełne prawo tak wyglądać. Puch nie jest jakiś okropnie wielki; bądźmy z sobą szczerzy – dzień po stylizacji, bez jakiejkolwiek reanimacji fryzura będzie się tak prezentować. Można to jednak łatwo naprawić. Skręt nadal jest pięknie podkreślony, myślę, że wytrzyma około trzech dni  - z resztą sam producent obiecuje nam to na opakowaniu. Taft Looks Irresistible Power słynie z mocnego utrwalenia i czasem trudnych do odgniecenia sucharów. Osobiście uważam te cechy za jego wielkie atuty – przynajmniej mogę czuć się pewna, że moja fryzura przetrwa. Po odgnieceniu żelu włosy są przyjemne w dotyku i jednocześnie pięknie zdefiniowane. Jeżeli chodzi o zapach, jest on typowo męski, ale nie należy do przytłaczających, przynajmniej dla mnie. W konsystencji stylizator jest gęsty, co sprawia, że nie trzeba nakładać go zbyt dużo. Żel znajduje się w tubce o pojemności 150 mililitrów. Według mnie, należy do łatwo dostępnych – możemy znaleźć go zarówno w sklepach internetowych, drogeriach stacjonarnych, jak i marketach.
Żel Taft Looks Irresistible Power to mój zdecydowany ulubieniec. Zaczynałam od niego świadomą stylizację loków, stąd też pewnie wziął się mój wspomniany wcześniej sentyment. Powiem Wam, że szykuję się na wielkie wyjście (miejmy nadzieję, że w obecnej sytuacji będzie ono możliwe) i najprawdopodobniej właśnie tak wystylizuję swoją po-kręconą czuprynę. ;)
Dajcie znać, czy i Wy mieliście już do czynienia z tym żelem i oczywiście jak Wam się sprawdzał? Ja jak na razie ciągle do niego wracam. ;)
Pozdrawiam i do napisania!
Stapiz Flow 3D - moje spostrzeżenia

Stapiz Flow 3D - moje spostrzeżenia


Cześć!
Ostatnio trochę bardziej skupiałam się na treściach modowych… ale to nie znaczy, że nie miałam w planach wpisów o pielęgnacji loków. :) Poprzednim razem pisałam trochę o ich ochronie podczas snu, teraz przychodzę do Was z recenzją kremu do układania włosów. Szukałam czegoś mało popularnego, co nie kosztuje kroci. Stapiz Flow 3D to produkt, co do którego można mieć zastrzeżenia, jednak jego działanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Tym bardziej, że z powodu doświadczeń z Tigi Catwalk trochę sceptycznie podchodziłam do kremowej formy stylizatorów. Ale dobra. Najpierw przyjrzyjmy się składowi, potem opiszę Wam efekty.
Aqua, Cetearyl Alcohol (Emolient), Ceteareth-25 (Emulgator), Dimethicone (Silikon zmywalny łagodnym szamponem), Phenyl Trimethicone (Silikon zmywalny łagodnym szamponem), Polyquaternium-37 (Antystatyk), Persea Gratissima Oil (Olej awokado/emolient), Dicaprylyl Carbonate (Emolient), Hydrolyzed Collagen (Hydrolizowany kolagen/proteina), PVP (Lepiszcze), Polyquaternium-39 (Antystatyk), Aloe Barbadensis Extract (Humektant), Benzophenone-3 (Filtr UV), Gluconolactone (Humektant), Lauryl Glucoside (Emulgator), Sorbitan Oleate (Emulgator), Citric Acid (regulator pH), Phenoxyethanol (Konserwant), Caprylyl Glycol (Emolient), Tetrasodium EDTA (Chelator), Phenethyl Alcohol (Konserwant), Calcium Gluconate (Humektant), Potassium Sorbate (Konserwant), Sodium Benzoate (Konserwant), Parfum

Jak widzicie, krem Stapiz Flow 3D nie jest zgodny z metodą CG ze względu na zawartość silikonów. Skład jest humetantowo-emolientowo-proteinowy. Wątpliwości może wywoływać Benzophenone-3, który jest klasyfikowany jako silny alergen. Jednak, pełni on również funkcję filtra UV, co moim zdaniem zostało zaznaczone na przedzie tubki, chociaż bez wyszczególnienia konkretnego składnika. Informacja o zawartości tego konserwantu nie jest wymagana jeżeli jego zawartość nie przekracza 0,5% lub też, filtr stosowany jest tylko w celu zabezpieczenia produktu.

Skupmy się teraz na działaniu.
Moje loki są całkiem ładnie zdefiniowane (na zdjęciach widzicie efekt po użyciu szczotki Denman, jednak w celu próby wczoraj ponownie nałożyłam krem na włosy bez dodatkowych akcesoriów i rezultat także okazał się zadowalający). Chociaż produkt nie zostawia sucharków, fryzura utrzymuje się przez dwa-trzy dni, oczywiście, ważne jest odpowiednie zabezpieczenie jej na noc; ewentualnie rano spryskuję czuprynę odrobiną wody z butelki z atomizerem, ale tak, by włosy nie ociekały. Generalnie, jestem trochę zaskoczona, i to pozytywnie.
Cena kremu Stapiz Flow 3D sięga około szesnastu-siedemnastu złotych za sto pięćdziesiąt mililitrów. Produkt delikatnie pachnie, natomiast forma opakowania należy do wygodnych. Ilość oczywiście dobieramy do potrzeb własnych włosów. :)

Chętnie dowiem się, czy mieliście już do czynienia z tym kremem i jakie są wasze odczucia? Przyznaję, że osobiście trochę obawiałam się rezultatu, ale ostatecznie czuję się zadowolona. Jak najbardziej, produkt ma zarówno wady i zalety, jednak u mnie nie pojawiły się negatywne skutki.
Mam nadzieję, że recenzja w jakiś sposób okaże się dla Was przydatna. :)
Pozdrawiam serdecznie! :)

Jak zabezpieczyć loki nocą?

Jak zabezpieczyć loki nocą?


Cześć!
Pomyślałam, że dla odmiany przyda się wpis poświęcony włosom. :) Czas spędzony w domu idealnie nadaje się do eksperymentów w pielęgnacji… zarówno czupryny, jak i ciała. Jednak, żeby cały proces układania fryzury nie poszedł na marne, warto odpowiednio zabezpieczyć ją na czas snu. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam znane mi sposoby na ochronę loków w momencie, gdy nasza kontrola nad nimi znacznie się osłabia. My kręconowłose znamy ten ból, kiedy po przebudzeniu wyglądamy… delikatnie mówiąc – nieciekawie. Dlatego też, tak chętnie uciekamy się do sztuczek, które pozwolą nam uniknąć reanimacji i odłożyć nieco w czasie kolejne mycie. Nie przedłużając – oto moje propozycje. :)

Ananas
Nie, nie – to nie o owoc chodzi. ;) Ananas to luźny koczek na czubku głowy który ochrania loki na czas snu. Do jego wykonania przyda się nienaciągnięta gumka, którą zwiążemy włosy. Ważne jest to, aby nie przekładać kosmyków przez frotkę drugi raz – to zapobiegnie odgnieceniom. Inną możliwością jest wykonanie ananasa przy pomocy popularnej obecnie spinki Puff-Cuff. Na początku świadomej pielęgnacji, kiedy moje włosy były jeszcze długie korzystałam z możliwości, jakie daje ta fryzura – efekt był jak najbardziej zadawalający.
Satynowy czepek
Tę metodę stosuję odkąd ścięłam włosy. Najlepiej, aby czepek był wykonany z satyny jedwabnej lub bawełnianej, ponieważ te materiały pozwalają skórze oddychać. Przyznaję jednak, że sama śpię w czepku z poliestru i w moim przypadku nie dostrzegam negatywnych skutków. Wiem, że naturalne materiały należą do droższych, dlatego wybór pozostawiam Wam.
Chusta
Można także zabezpieczyć włosy obwiązując je satynową chustką. Musi być ona wystarczająco obszerna, chociaż to zależy także od objętości naszej fryzury. Próbowałam tak chronić czuprynę przed zakupem czepka, niestety miałam problem ze spadaniem apaszki.
Satynowa poszewka
Kolejną z możliwości jest spanie na poduszce otulonej satyną. Myślę, że w tym przypadku rodzaj materiału nie będzie miał zbytniego znaczenia, ale ponownie – to Wy dokonujecie decyzji. Dodam tylko, że satyna to rodzaj splotu; może być wykonana z jedwabiu, bawełny lub poliestru. Do zalet poszewki ze śliskiego materiału należy fakt, że włosy dzięki niej się nie plączą. Jedną z bardziej zalecanych opcji jest fryzura ananas połączona ze spaniem na tak ubranej poduszce.

Przed snem warto także pokryć włosy serum silikonowym, co dodatkowo zapobiega plątaniu. Jak możecie zauważyć, wypróbowałam niemal każdą z wymienionych metod. Nie posiadam jedynie satynowej poszewki, kto wie – może kiedyś. :) Chętnie dowiem się, jak Wy zabezpieczacie swoje loki na czas nocy? A może jesteście prostowłose i to, co my „zakręcone” wyprawiamy przed zaśnięciem wydaje Wam się aż nadto skomplikowane? Cóż, ja już się przyzwyczaiłam i wszędzie, gdzie zamierzam nocować zabieram swój czepek. Uwierzcie, że wyglądam w nim komicznie, ale przynajmniej włosy mają się dobrze. :D
Pozdrawiam Was serdecznie!
O drobnym spełnionym marzeniu :)

O drobnym spełnionym marzeniu :)

Witajcie! :)
Kiedy spędzamy czas w domu, chętnie zakładamy na siebie wygodny dres... ja jednak nigdy nie byłam wielką fanką tego elementu garderoby. Zdecydowanie bardziej wolę legginsy! W połączeniu z nieco dłuższą koszulką tworzą równie komfortowy zestaw. :) Dla przełamania założyłam na siebie także marynarkę w paski, przy której zastosowałam prostą sztuczkę wysmuklającą sylwetkę - podwinęłam rękawy odsłaniając nadgarstki. Chciałabym jednak zwrócić Waszą uwagę na coś innego... mokasyny. Ogromnie podoba mi się ten rodzaj obuwia! Niestety, moje stopy mają dziwną tendencję do odzierania się w większości butów. Dlatego też, sztywne loafersy zawsze były dla mnie jedynie marzeniem. Do czasu, aż w second handzie trafiłam na ten model. Miękki tył stworzony z myślą o przydeptywaniu jest odpowiednio przyjemny dla moich stóp. Jak ja się cieszę! :) Kolor może nie jest zbyt uniwersalny, ale... to mokasyny! :) Jak widać, niewiele trzeba mi do szczęścia. :)
Koniecznie pochwalcie się Waszym spełnionym modowym marzeniem. Trzymajcie się!
Opaska - Bershka / Okulary - KiK / Marynarka - Vintage / T-Shirt - Sinsay (TUTAJ) / Legginsy - Moraj / Zegarek - Sinsay / Buty - Vintage