Gdy nuda wdziera się do szafy...

Gdy nuda wdziera się do szafy...

Decydując się na zakup nowych rzeczy zwracamy uwagę na różne aspekty. Cena, unikatowość, jakość, to, czy będziemy często po dane ubranie/dodatek sięgać – te wszystkie zagadnienia należy przemyśleć, aby później nie żałować wyboru. Ogólnie przyjęło się mówić, że za sezonowe trendy nie warto przepłacać. Tak, zgodzę się z tym. Jednak uważam, że czasem dobrze skusić się na jakiś mniej oczywisty element. Nawet największa klasyka może nam się znudzić. Co wtedy? Otóż, wcale nie trzeba wyrzucać połowy zawartości szafy. Czasem wystarczy tylko jeden nietuzinkowy dodatek. To może być cokolwiek. Zarówno intrygująca torebka, masywna brosza, czy bogato zdobiona bluzka (kiedy na co dzień sięgamy po gładkie materiały) mogą urozmaicić nasze modowe zasoby. Na moim przykładzie chciałabym pokazać Wam, jak w łatwy sposób można doszukać się „tego czegoś”, co odmieni garderobę.
Zacznę od tego, że ostatnimi czasy coraz chętniej sięgam po minimalistyczne ubrania bez wzoru. Nie to, że neguję printy, po prostu takie wydają mi się najbardziej uniwersalne. Za to chętnie bawię się kolorem. Stąd też w mojej szafie wełniany golf w zielonym odcieniu, fioletowa koszula, czy pomarańczowy sweter. Może nie posiadam całej feerii barw, ale te, na które się zdecydowałam doskonale służą mi jako odmiana, gdy biel, beż i brąz już mnie znudzą.
Drugim motywem, o jaki wzbogacam swoją szafę są wzory. Może to być zarówno klasyczna krata, charakterny print zwany paisley, kwiaty, grochy, czy cokolwiek innego. Chodzi po prostu o to, aby dopasować je odpowiednio do bazy garderoby, jaką tworzą gładkie tkaniny. Jeżeli tak jak ja lekko obawiacie się łączenia wzorów, mogę zaproponować Wam wybór  tylko jednego, o który poszerzycie ubiór konkretnego dnia.
Dodatkowe warstwy, jak na przykład kamizelki, swetry, rozpięte koszule także mogą nadać charakteru codziennemu strojowi. Kiedy zaczynam się nudzić konkretnym połączeniem, staram się dobrać do niego właśnie kolejną warstwę. Taka rzecz nie musi posiadać wzoru, wystarczy, że będzie pasować do reszty (uwaga – czasem kontrasty też są dobrą opcją).  Takie nakładanie na siebie ubrań posiada również inną zaletę – w zimne dni może nas nieco ogrzać.
Jak widzicie, nie tylko akcesoria, takie jak biżuteria, czy torebki mogą odmienić garderobę. Wcale nie trzeba trudu, aby urozmaicić pozornie nudny strój, wystarczy dać się ponieść wyobraźni. Zabawa strojem jest w tym przypadku jak najbardziej wskazana. Sama chętnie daję się jej ponieść i Wam polecam to samo!
Żakiet - s.Oliver / Jedwabna koszula - Vintage / Dżinsy - Lee / Torebka - Giorgio Armani / Kolczyki - New Yorker / Buty - Vintage 
O potrzebie, którą trzeba zrozumieć

O potrzebie, którą trzeba zrozumieć

Zima w tym roku pozbawiona jest pewnego uroku. Jak zawsze, szybko zapada zmrok, jednak tym razem ulic nie rozświetla iskrzący się od świateł latarń biały puch. Niezbyt lubię tę porę roku, mimo to, tęsknię za jasną pierzynką. Taka zima ma swój urok. Roztaczający się wkoło blask śniegu sprawia, że chłód wydaje się jakby mniej dokuczliwy. Jest weselej, w powietrzu krążą śnieżki rzucane nie tylko przez dzieci. Możliwość noszenia cieńszych ubrań też ma swoje zalety, jednak... nie są one tak przytulne jak puchate sweterki uszyte z wełny. Wieczorne picie gorącej herbaty w takim stroju to prawdziwa przyjemność, którą jeszcze jakiś czas temu określilibyśmy jako „hygge". Chętnie wybrałabym się w góry. Spacery po skrzypiącej białej pierzynie w otoczeniu zapierających dech widoków to coś niezwykle relaksującego. W takich miejscach wspomnienia tworzą się same. Może po prostu potrzeba mi zmiany, wyrwania się z sideł codzienności. Nie można przecież tkwić w miejscu. Rutyna może w łatwy sposób stać się pułapką. To nie muszą być góry. Ani morze. Ani nawet inne miasto. Czasem wystarczy wybrać się do innej kawiarni niż zazwyczaj, wybrać inny napój i poznać coś nowego. Mała zmiana może dać nam wiele korzyści. Już nie raz przekonałam się, że jej brak może skutecznie popsuć nam nawet największe codzienne przyjemności.Chcę cieszyć się życiem, czerpać z niego ile się da. Ale to nie jest łatwe. Trzeba się tego nauczyć, a zrozumienie tej pozornie błahej potrzeby jest już pierwszym krokiem w kierunku sukcesu. Pierwsze kroki bywają najtrudniejsze, ale z pewnością są warte zachodu. 
Spinka - Stradivarius (PODOBNA) / Kolczyki - New Yorker / Bluzka - Stradivarius (PODOBNA) /Dżinsy - Vintahe Lee (PODOBNE)  / Torebka - Vintage Dolce & Gabbana / Buty - PODOBNE
Finger coils - moje próby

Finger coils - moje próby

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami powstałymi po próbach z metodą stylizacji włosów przez nawijanie na palec. Finger coils - bo o tym mowa - polega na zakręcaniu pojedynczych pasm pokrytych stylizatorem wokół palca w kierunku, w którym kręcą się one naturalnie. Przed rozpoczęciem procedury należy zadbać o to, aby loki były rozczesane i dokładnie pokryte produktem. Osobiście wolę nawijać kosmyki na środkowy palec, chociaż są i tacy, którzy preferują wykorzystywać w tej roli palec wskazujący, co także jest poprawne. Stylizator, jaki wybieramy powinien zapewniać jak najlepszy poślizg, który ułatwi czynność. Samo kręcenie włosów jest czasochłonne, co może przyczyniać się do zniechęcenia. Mimo to, metoda ta daje możliwość uzyskania pięknych spiral, które staną się udoskonaloną wersją naszych naturalnych loków. Metoda finger coils nie zakręci włosów prostych - o tym warto pamiętać.

Po tym krótkim objaśnieniu odnośnie do samego sposobu stylizacji chciałabym pokazać Wam jakie rezultaty osiągnęłam. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś więcej, ale raz na jakiś czas chętnie poświęcę nieco więcej czasu na układanie fryzury. :)
Próba pierwsza
Stylizator - Aunt Jackie's Curl Boss Coconut Curling Gelee
Poszłam na łatwiznę i od razu pokryłam żelem całe włosy. Z tego, co pamiętam poślizg był taki sobie, zresztą w obu przypadkach, kiedy używałam żelu sprawy miały się podobnie. Pozwoliłam czuprynie schnąć naturalnie, chociaż sucharki odgniotłam kiedy kosmyki były jeszcze nieco wilgotne. Uzyskałam ładną definicję, jednak małą objętość. Lekki puch mógł być spowodowany odgnieceniem włosów przed całkowitym wyschnięciem. 
Próba druga
Stylizator - Taft Irresistible Power
Tym razem żel nakładałam partiami. Zdecydowanie częściej musiałam moczyć włosy wodą z butelki z atomizerem (nie pamiętam czy przy pierwszej próbie w ogóle to robiłam). Produkt rozprowadziłam za pomocą szczotki Denman, jednak nie podkręcałam wtedy końców. Poślizg i komfort podczas stylizacji był podobny do poprzedniego. Włosy wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Ten efekt podoba mi się chyba najbardziej - uzyskałam ładny skręt, szczególnie z tyłu. Myślę,że jeżeli spróbuję ponownie metody finger coils, postawię właśnie na żel Taft. 
Próba trzecia
Odżywka bez spłukiwania - Nature's Best by Cien
Stylizator - Tigi Catwalk
Odżywkę nałożyłam od razu na całe włosy, natomiast krem nakładałam już pasmo po paśmie. W ruch poszła też szczotka Denman, jak przy drugiej próbie. Ten efekt podoba mi się najmniej, być może dlatego, że niezbyt polubiłam się z Tigi Catwalk, o czym już pisałam. Loki były ładnie skręcone z tyłu, jednak przód szybko się rozprostował. Chwilę po myciu wzmocniłam fryzurę żelem od Aunt Jackie's. Szczerze powiedziawszy, zdecydowałam się użyć stylizatora od Tigi, ponieważ chciałam sprawdzić, jak układa się włosy za pomocą kremu. Poślizg był najlepszy z wszystkich wymienionych prób. Kosmyki gładko sunęły po palcu. Aż szkoda, że efekt nie był już taki pozytywny. 

Metoda finger coils wymaga od nas cierpliwości i - nie oszukujmy się - miłości do własnych loków. Przy moich krótkich włosach proces ten szedł całkiem sprawnie, jednak efekty jakie uzyskałam różnią się od oczekiwań. Mimo to, wydaje mi się, że spróbuję ponownie. Czy mogłabym stylizować tak fryzurę co mycie? Nie wiem,czy starczyłoby mi cierpliwości. ;) Odkryłam za to jak wiele zależy od stylizatora - moje włosy niezbyt lubią Tigi Catwalk i podczas zawijania ich na palec tylko się w tym utwierdziłam. 

Chętnie dowiem się, czy i Wy próbowałyście metody finger coils? Podzielcie się przemyśleniami. :)
Pozdrawiam!
Największa (modowa) zaleta zimy

Największa (modowa) zaleta zimy

Od zeszłego roku jestem zakochana... w futrze z dzisiejszego wpisu. ;) Uwielbiam to, jak przyjemne jest ono w dotyku. Chętnie opatulam się tym czarnym futrzakiem, kiedy pogoda mi na to pozwala. Przyznaję, że w zimie najbardziej lubię chyba możliwość ubierania się warstwowego. Koszula, sweter, na to płaszcz... i od razu cały strój zyskuje na kreatywności. Moim zdaniem, o tej porze roku jak najbardziej można ubrać się jednocześnie stylowo i ciepło - właśnie dzięki warstwom. Do ich budowania mogą posłużyć nam różnorodne elementy - marynarki, kardigany, kamizelki, jednak to tylko przykłady. Okazuje się, że w modzie jedynym, co w dzisiejszych czasach nas ogranicza jest własna wyobraźnia. Tak, obecnie niemal wszystkie stylizacyjne chwyty są dozwolone.
Aby uniknąć modowego faux pas warto skupić się na zachowaniu proporcji. Dobrym rozwiązaniem wydaje się łączenie cienkich rzeczy ze sobą. Dla rozjaśnienia o co mi chodzi - pod średniej grubości sweter lepiej włożyć koszulę z cieńszej tkaniny, aby uniknąć efektu puchatej kulki. Rozpinane kardigany i marynarki mogą być cięższe, jednak spód powinien być nieco lżejszy, aby zachować proporcje. Kamizelki również lepiej prezentują się w połączeniu z mniejszej grubości topami, niezależnie, czy są to eleganckie bluzki, czy mniej grzejące swetry. W skrócie można podsumować te zasady w ten sposób: umiar i zdrowy rozsądek pozwolą nam na umiejętne komponowanie stroju.
Pomimo tego, że w warstwy łączymy raczej lżejsze rzeczy, wciąż może nam być ciepło w chłodniejsze dni. Kiedy wybieramy cienkie elementy możemy pozwolić sobie na zakładanie ich na siebie - t-shirt pod sweter, sweter pod marynarkę, marynarkę pod kurtkę. Z doświadczenia wiem, że takie zestawienia mogą okazać się bardzo praktyczne. Odpowiednio skompletowane warstwy nie ujmują nam wygody. Oczywiście, niektóre z nich mogą nie być widoczne na pirwszy rzut oka, jednak i tak spełnią swoją rolę.
Dajcie znać, czy i Wy cenicie sobie warstwowy ubiór w zimie? I czy dostrzegacie jego stylizacyjny potencjał? Czekam na odpowiedź. :)
Pozdrawiam!
Futro - Vintage (PODOBNE) / Bluzka - Sinsay (PODOBNA ) / Dżinsy - Vintage Lee (PODOBNE) / Pasek - PODOBNY / Torebka - Vintage Monki / Okulary - Sinsay / Buty - PODOBNE