Finger coils - moje próby

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami powstałymi po próbach z metodą stylizacji włosów przez nawijanie na palec. Finger coils - bo o tym mowa - polega na zakręcaniu pojedynczych pasm pokrytych stylizatorem wokół palca w kierunku, w którym kręcą się one naturalnie. Przed rozpoczęciem procedury należy zadbać o to, aby loki były rozczesane i dokładnie pokryte produktem. Osobiście wolę nawijać kosmyki na środkowy palec, chociaż są i tacy, którzy preferują wykorzystywać w tej roli palec wskazujący, co także jest poprawne. Stylizator, jaki wybieramy powinien zapewniać jak najlepszy poślizg, który ułatwi czynność. Samo kręcenie włosów jest czasochłonne, co może przyczyniać się do zniechęcenia. Mimo to, metoda ta daje możliwość uzyskania pięknych spiral, które staną się udoskonaloną wersją naszych naturalnych loków. Metoda finger coils nie zakręci włosów prostych - o tym warto pamiętać.

Po tym krótkim objaśnieniu odnośnie do samego sposobu stylizacji chciałabym pokazać Wam jakie rezultaty osiągnęłam. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś więcej, ale raz na jakiś czas chętnie poświęcę nieco więcej czasu na układanie fryzury. :)
Próba pierwsza
Stylizator - Aunt Jackie's Curl Boss Coconut Curling Gelee
Poszłam na łatwiznę i od razu pokryłam żelem całe włosy. Z tego, co pamiętam poślizg był taki sobie, zresztą w obu przypadkach, kiedy używałam żelu sprawy miały się podobnie. Pozwoliłam czuprynie schnąć naturalnie, chociaż sucharki odgniotłam kiedy kosmyki były jeszcze nieco wilgotne. Uzyskałam ładną definicję, jednak małą objętość. Lekki puch mógł być spowodowany odgnieceniem włosów przed całkowitym wyschnięciem. 
Próba druga
Stylizator - Taft Irresistible Power
Tym razem żel nakładałam partiami. Zdecydowanie częściej musiałam moczyć włosy wodą z butelki z atomizerem (nie pamiętam czy przy pierwszej próbie w ogóle to robiłam). Produkt rozprowadziłam za pomocą szczotki Denman, jednak nie podkręcałam wtedy końców. Poślizg i komfort podczas stylizacji był podobny do poprzedniego. Włosy wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Ten efekt podoba mi się chyba najbardziej - uzyskałam ładny skręt, szczególnie z tyłu. Myślę,że jeżeli spróbuję ponownie metody finger coils, postawię właśnie na żel Taft. 
Próba trzecia
Odżywka bez spłukiwania - Nature's Best by Cien
Stylizator - Tigi Catwalk
Odżywkę nałożyłam od razu na całe włosy, natomiast krem nakładałam już pasmo po paśmie. W ruch poszła też szczotka Denman, jak przy drugiej próbie. Ten efekt podoba mi się najmniej, być może dlatego, że niezbyt polubiłam się z Tigi Catwalk, o czym już pisałam. Loki były ładnie skręcone z tyłu, jednak przód szybko się rozprostował. Chwilę po myciu wzmocniłam fryzurę żelem od Aunt Jackie's. Szczerze powiedziawszy, zdecydowałam się użyć stylizatora od Tigi, ponieważ chciałam sprawdzić, jak układa się włosy za pomocą kremu. Poślizg był najlepszy z wszystkich wymienionych prób. Kosmyki gładko sunęły po palcu. Aż szkoda, że efekt nie był już taki pozytywny. 

Metoda finger coils wymaga od nas cierpliwości i - nie oszukujmy się - miłości do własnych loków. Przy moich krótkich włosach proces ten szedł całkiem sprawnie, jednak efekty jakie uzyskałam różnią się od oczekiwań. Mimo to, wydaje mi się, że spróbuję ponownie. Czy mogłabym stylizować tak fryzurę co mycie? Nie wiem,czy starczyłoby mi cierpliwości. ;) Odkryłam za to jak wiele zależy od stylizatora - moje włosy niezbyt lubią Tigi Catwalk i podczas zawijania ich na palec tylko się w tym utwierdziłam. 

Chętnie dowiem się, czy i Wy próbowałyście metody finger coils? Podzielcie się przemyśleniami. :)
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza