O sile, jaką daje samoakceptacja

Możesz dbać o siebie z całych sił kupować drogie kosmetyki i spędzać całe godziny na porannej toalecie, ale i tak nie osiągnąć zadowalających efektów. Wystarczy, że zabraknie jednego czynnika, jednej bardzo ważnej cechy, a nagle staniesz się nieatrakcyjna, źle ubrana, a Twoje włosy będą przypominać siano. Tym istotnym czymś jest samoakceptacja. Wierz mi, że naprawdę łatwo popaść w dół właśnie przez jej brak. Ja sama przez to przeszłam. Byłam krytykowana, wyśmiewana, porównywana. Może i nadal jestem, ale... ale teraz tego nie dostrzegam, a przynajmniej szybko o tym zapominam. Patrzę w lustro i widzę siebie, nie wroga. Oczywiście, nie jestem ideałem, ale któż z nas jest? Możemy za to stać się najlepszą wersją nieidealnej samej siebie. Do tego właśnie dążę. Bez zaakceptowania swoich wad nie uda nam się niczego zmienić. To nie egoizm, ani snobizm - to po prostu przyjmowanie rzeczywistości do świadomości. Pozwól, że wyjaśnię Ci to na swoim przykładzie.
W swojej opowieści skupię się na włosach, bo to one są moją cechą charakterystyczną i jednocześnie tą, która jest najczęściej komentowana. 
Skoro stosuję się do zasad świadomej pielęgnacji, oznacza to, że zależy mi, aby moja czupryna prezentowała się nienagannie. Kiedyś też starałam się o nią dbać, jednak nieco inaczej. Może zacznę od tego, że skręt na mojej głowie z pojawiał się i znikał z przyczyn naturalnych na przestrzeni lat. Jako dziecko miałam grube loki mniej-więcej od ucha. Potem przyszła pora na ich „magiczne" wyprostowanie się. Ponownie kręcić zaczęły się pod koniec podstawówki. I wtedy zaczęły się problemy. Byłam nazywana pudlem, a nawet gorzej. Dla rówieśników był to doskonały powód, aby się pośmiać. Nie ważne jak zdecydowałam się ułożyć fryzurę - podpiąć ją, a może odgarnąć z oczu opaską - i tak zawsze wyglądałam śmiesznie. Nie potrafiłam znieść swojej czupryny. Chciałam znów stać się posiadaczką prostych pukli. Niestety - zmiana nie nadchodziła. 
Bardzo długo zmagałam się z tym kompleksem. Moje włosy były długie i sprytnie maskowane warkoczem. Nie czesałam ich już wtedy na sucho, nakładałam pianki, więc teoretycznie powinny wyglądać jako-tako. Może nawet wyglądały, ale... ja ich nie lubiłam, również wtedy, gdy zmieniłam środowisko na milsze w tej kwestii. Było za późno, przesiąknęłam negatywnymi opiniami. 
Teraz wszystko uległo zmianie. Dojrzałam, a wraz ze mną moje podejście do samej siebie.  To co mam mi wystarcza. Może kiedyś osiągnę ten ideał, o którym marzę, jednak bez przymusu.
Mam nadzieję, że mój przykład da Ci do myślenia. Nie musisz ślepo słuchać uwag innych - jeżeli sama siebie zaakceptujesz, dostrzeżesz komplementy, jakie padają w Twoim kierunku. Nieważne czy chodzi o fryzurę, figurę, czy o coś jeszcze innego - bez samoakceptacji nie uda Ci się niczego zmienić. Dlatego uśmiechnij się i spróbuj - naprawdę warto. Mi się udało, a podobno jestem pesymistką. 
Powodzenia!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza