Gdy nuda wdziera się do szafy...

Gdy nuda wdziera się do szafy...

Decydując się na zakup nowych rzeczy zwracamy uwagę na różne aspekty. Cena, unikatowość, jakość, to, czy będziemy często po dane ubranie/dodatek sięgać – te wszystkie zagadnienia należy przemyśleć, aby później nie żałować wyboru. Ogólnie przyjęło się mówić, że za sezonowe trendy nie warto przepłacać. Tak, zgodzę się z tym. Jednak uważam, że czasem dobrze skusić się na jakiś mniej oczywisty element. Nawet największa klasyka może nam się znudzić. Co wtedy? Otóż, wcale nie trzeba wyrzucać połowy zawartości szafy. Czasem wystarczy tylko jeden nietuzinkowy dodatek. To może być cokolwiek. Zarówno intrygująca torebka, masywna brosza, czy bogato zdobiona bluzka (kiedy na co dzień sięgamy po gładkie materiały) mogą urozmaicić nasze modowe zasoby. Na moim przykładzie chciałabym pokazać Wam, jak w łatwy sposób można doszukać się „tego czegoś”, co odmieni garderobę.
Zacznę od tego, że ostatnimi czasy coraz chętniej sięgam po minimalistyczne ubrania bez wzoru. Nie to, że neguję printy, po prostu takie wydają mi się najbardziej uniwersalne. Za to chętnie bawię się kolorem. Stąd też w mojej szafie wełniany golf w zielonym odcieniu, fioletowa koszula, czy pomarańczowy sweter. Może nie posiadam całej feerii barw, ale te, na które się zdecydowałam doskonale służą mi jako odmiana, gdy biel, beż i brąz już mnie znudzą.
Drugim motywem, o jaki wzbogacam swoją szafę są wzory. Może to być zarówno klasyczna krata, charakterny print zwany paisley, kwiaty, grochy, czy cokolwiek innego. Chodzi po prostu o to, aby dopasować je odpowiednio do bazy garderoby, jaką tworzą gładkie tkaniny. Jeżeli tak jak ja lekko obawiacie się łączenia wzorów, mogę zaproponować Wam wybór  tylko jednego, o który poszerzycie ubiór konkretnego dnia.
Dodatkowe warstwy, jak na przykład kamizelki, swetry, rozpięte koszule także mogą nadać charakteru codziennemu strojowi. Kiedy zaczynam się nudzić konkretnym połączeniem, staram się dobrać do niego właśnie kolejną warstwę. Taka rzecz nie musi posiadać wzoru, wystarczy, że będzie pasować do reszty (uwaga – czasem kontrasty też są dobrą opcją).  Takie nakładanie na siebie ubrań posiada również inną zaletę – w zimne dni może nas nieco ogrzać.
Jak widzicie, nie tylko akcesoria, takie jak biżuteria, czy torebki mogą odmienić garderobę. Wcale nie trzeba trudu, aby urozmaicić pozornie nudny strój, wystarczy dać się ponieść wyobraźni. Zabawa strojem jest w tym przypadku jak najbardziej wskazana. Sama chętnie daję się jej ponieść i Wam polecam to samo!
Żakiet - s.Oliver / Jedwabna koszula - Vintage / Dżinsy - Lee / Torebka - Giorgio Armani / Kolczyki - New Yorker / Buty - Vintage 
O potrzebie, którą trzeba zrozumieć

O potrzebie, którą trzeba zrozumieć

Zima w tym roku pozbawiona jest pewnego uroku. Jak zawsze, szybko zapada zmrok, jednak tym razem ulic nie rozświetla iskrzący się od świateł latarń biały puch. Niezbyt lubię tę porę roku, mimo to, tęsknię za jasną pierzynką. Taka zima ma swój urok. Roztaczający się wkoło blask śniegu sprawia, że chłód wydaje się jakby mniej dokuczliwy. Jest weselej, w powietrzu krążą śnieżki rzucane nie tylko przez dzieci. Możliwość noszenia cieńszych ubrań też ma swoje zalety, jednak... nie są one tak przytulne jak puchate sweterki uszyte z wełny. Wieczorne picie gorącej herbaty w takim stroju to prawdziwa przyjemność, którą jeszcze jakiś czas temu określilibyśmy jako „hygge". Chętnie wybrałabym się w góry. Spacery po skrzypiącej białej pierzynie w otoczeniu zapierających dech widoków to coś niezwykle relaksującego. W takich miejscach wspomnienia tworzą się same. Może po prostu potrzeba mi zmiany, wyrwania się z sideł codzienności. Nie można przecież tkwić w miejscu. Rutyna może w łatwy sposób stać się pułapką. To nie muszą być góry. Ani morze. Ani nawet inne miasto. Czasem wystarczy wybrać się do innej kawiarni niż zazwyczaj, wybrać inny napój i poznać coś nowego. Mała zmiana może dać nam wiele korzyści. Już nie raz przekonałam się, że jej brak może skutecznie popsuć nam nawet największe codzienne przyjemności.Chcę cieszyć się życiem, czerpać z niego ile się da. Ale to nie jest łatwe. Trzeba się tego nauczyć, a zrozumienie tej pozornie błahej potrzeby jest już pierwszym krokiem w kierunku sukcesu. Pierwsze kroki bywają najtrudniejsze, ale z pewnością są warte zachodu. 
Spinka - Stradivarius (PODOBNA) / Kolczyki - New Yorker / Bluzka - Stradivarius (PODOBNA) /Dżinsy - Vintahe Lee (PODOBNE)  / Torebka - Vintage Dolce & Gabbana / Buty - PODOBNE
Finger coils - moje próby

Finger coils - moje próby

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami powstałymi po próbach z metodą stylizacji włosów przez nawijanie na palec. Finger coils - bo o tym mowa - polega na zakręcaniu pojedynczych pasm pokrytych stylizatorem wokół palca w kierunku, w którym kręcą się one naturalnie. Przed rozpoczęciem procedury należy zadbać o to, aby loki były rozczesane i dokładnie pokryte produktem. Osobiście wolę nawijać kosmyki na środkowy palec, chociaż są i tacy, którzy preferują wykorzystywać w tej roli palec wskazujący, co także jest poprawne. Stylizator, jaki wybieramy powinien zapewniać jak najlepszy poślizg, który ułatwi czynność. Samo kręcenie włosów jest czasochłonne, co może przyczyniać się do zniechęcenia. Mimo to, metoda ta daje możliwość uzyskania pięknych spiral, które staną się udoskonaloną wersją naszych naturalnych loków. Metoda finger coils nie zakręci włosów prostych - o tym warto pamiętać.

Po tym krótkim objaśnieniu odnośnie do samego sposobu stylizacji chciałabym pokazać Wam jakie rezultaty osiągnęłam. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś więcej, ale raz na jakiś czas chętnie poświęcę nieco więcej czasu na układanie fryzury. :)
Próba pierwsza
Stylizator - Aunt Jackie's Curl Boss Coconut Curling Gelee
Poszłam na łatwiznę i od razu pokryłam żelem całe włosy. Z tego, co pamiętam poślizg był taki sobie, zresztą w obu przypadkach, kiedy używałam żelu sprawy miały się podobnie. Pozwoliłam czuprynie schnąć naturalnie, chociaż sucharki odgniotłam kiedy kosmyki były jeszcze nieco wilgotne. Uzyskałam ładną definicję, jednak małą objętość. Lekki puch mógł być spowodowany odgnieceniem włosów przed całkowitym wyschnięciem. 
Próba druga
Stylizator - Taft Irresistible Power
Tym razem żel nakładałam partiami. Zdecydowanie częściej musiałam moczyć włosy wodą z butelki z atomizerem (nie pamiętam czy przy pierwszej próbie w ogóle to robiłam). Produkt rozprowadziłam za pomocą szczotki Denman, jednak nie podkręcałam wtedy końców. Poślizg i komfort podczas stylizacji był podobny do poprzedniego. Włosy wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Ten efekt podoba mi się chyba najbardziej - uzyskałam ładny skręt, szczególnie z tyłu. Myślę,że jeżeli spróbuję ponownie metody finger coils, postawię właśnie na żel Taft. 
Próba trzecia
Odżywka bez spłukiwania - Nature's Best by Cien
Stylizator - Tigi Catwalk
Odżywkę nałożyłam od razu na całe włosy, natomiast krem nakładałam już pasmo po paśmie. W ruch poszła też szczotka Denman, jak przy drugiej próbie. Ten efekt podoba mi się najmniej, być może dlatego, że niezbyt polubiłam się z Tigi Catwalk, o czym już pisałam. Loki były ładnie skręcone z tyłu, jednak przód szybko się rozprostował. Chwilę po myciu wzmocniłam fryzurę żelem od Aunt Jackie's. Szczerze powiedziawszy, zdecydowałam się użyć stylizatora od Tigi, ponieważ chciałam sprawdzić, jak układa się włosy za pomocą kremu. Poślizg był najlepszy z wszystkich wymienionych prób. Kosmyki gładko sunęły po palcu. Aż szkoda, że efekt nie był już taki pozytywny. 

Metoda finger coils wymaga od nas cierpliwości i - nie oszukujmy się - miłości do własnych loków. Przy moich krótkich włosach proces ten szedł całkiem sprawnie, jednak efekty jakie uzyskałam różnią się od oczekiwań. Mimo to, wydaje mi się, że spróbuję ponownie. Czy mogłabym stylizować tak fryzurę co mycie? Nie wiem,czy starczyłoby mi cierpliwości. ;) Odkryłam za to jak wiele zależy od stylizatora - moje włosy niezbyt lubią Tigi Catwalk i podczas zawijania ich na palec tylko się w tym utwierdziłam. 

Chętnie dowiem się, czy i Wy próbowałyście metody finger coils? Podzielcie się przemyśleniami. :)
Pozdrawiam!
Największa (modowa) zaleta zimy

Największa (modowa) zaleta zimy

Od zeszłego roku jestem zakochana... w futrze z dzisiejszego wpisu. ;) Uwielbiam to, jak przyjemne jest ono w dotyku. Chętnie opatulam się tym czarnym futrzakiem, kiedy pogoda mi na to pozwala. Przyznaję, że w zimie najbardziej lubię chyba możliwość ubierania się warstwowego. Koszula, sweter, na to płaszcz... i od razu cały strój zyskuje na kreatywności. Moim zdaniem, o tej porze roku jak najbardziej można ubrać się jednocześnie stylowo i ciepło - właśnie dzięki warstwom. Do ich budowania mogą posłużyć nam różnorodne elementy - marynarki, kardigany, kamizelki, jednak to tylko przykłady. Okazuje się, że w modzie jedynym, co w dzisiejszych czasach nas ogranicza jest własna wyobraźnia. Tak, obecnie niemal wszystkie stylizacyjne chwyty są dozwolone.
Aby uniknąć modowego faux pas warto skupić się na zachowaniu proporcji. Dobrym rozwiązaniem wydaje się łączenie cienkich rzeczy ze sobą. Dla rozjaśnienia o co mi chodzi - pod średniej grubości sweter lepiej włożyć koszulę z cieńszej tkaniny, aby uniknąć efektu puchatej kulki. Rozpinane kardigany i marynarki mogą być cięższe, jednak spód powinien być nieco lżejszy, aby zachować proporcje. Kamizelki również lepiej prezentują się w połączeniu z mniejszej grubości topami, niezależnie, czy są to eleganckie bluzki, czy mniej grzejące swetry. W skrócie można podsumować te zasady w ten sposób: umiar i zdrowy rozsądek pozwolą nam na umiejętne komponowanie stroju.
Pomimo tego, że w warstwy łączymy raczej lżejsze rzeczy, wciąż może nam być ciepło w chłodniejsze dni. Kiedy wybieramy cienkie elementy możemy pozwolić sobie na zakładanie ich na siebie - t-shirt pod sweter, sweter pod marynarkę, marynarkę pod kurtkę. Z doświadczenia wiem, że takie zestawienia mogą okazać się bardzo praktyczne. Odpowiednio skompletowane warstwy nie ujmują nam wygody. Oczywiście, niektóre z nich mogą nie być widoczne na pirwszy rzut oka, jednak i tak spełnią swoją rolę.
Dajcie znać, czy i Wy cenicie sobie warstwowy ubiór w zimie? I czy dostrzegacie jego stylizacyjny potencjał? Czekam na odpowiedź. :)
Pozdrawiam!
Futro - Vintage (PODOBNE) / Bluzka - Sinsay (PODOBNA ) / Dżinsy - Vintage Lee (PODOBNE) / Pasek - PODOBNY / Torebka - Vintage Monki / Okulary - Sinsay / Buty - PODOBNE
Mała czarna - prawdziwa klasyka

Mała czarna - prawdziwa klasyka

Mała czarna to bezkonkurencyjna królowa każdej szafy - jest szykowna, kobieca, ale przy tym uniwersalna. Tyle ile jest kobiet na świecie, tyle znajdziemy idealnych krojów tej sukienki. Dzisiaj swój debiut na blogu ma moja interpretacja tego nieśmiertelnego trendu. Jest to wersja ze sztucznej skóry ozdobiona dżetami. Zadziwiająco miękki materiał sprawia, że ubranie to jest przyjemniejsze w noszeniu. Krój, który wybrałam cechuje prostota i brak wcięcia w talii. Jak możecie zauważyć, zdecydowałam się na połączenie ze sobą różnych elementów w kolorze czerni. Rzadko noszę się w ten sposób, jednak uważam, że w tym zestawieniu całość wygląda klasycznie i elegancko.
Od początku...
Matką małej czarnej, jak zresztą wielu innych kultowych pomysłów była Coco Chanel. Swoją wersję Mademoiselle przedstawiła światu w latach dwudziestych zeszłego wieku. Sukienka została zaprojektowana tak, aby pasowała każdej kobiecie, niezależnie od kształtów, jakimi obdarzyła ją natura. Kreacja jest z założenia prosta, a dzięki szeregowi możliwości stylizacyjnych także uniwersalna. Ten sam element odzieży może stać się zarówno strojem biznesowym, jak i wieczorowym. Mała czarna na dobre zakorzeniła się w kulturze popularnej - jest przedstawiana na wiele sposobów, do tego, profesjonalnie zajmujące się doborem ubrań osoby określają ją jako idealną bazę garderoby. Obecnie różnorodne wersje kultowego elementu można znaleźć u światowej sławy projektantów, czy nawet w sieciówkach. Zastanawiając się nad sławnymi czarnymi sukienkami na myśl odrazu przychodzi mi tak zwana „revenge dress", w której sfotografowana została księżna Diana po rozwodzie z księciem Karolem. To, oczywiście, tylko jeden z przykładów wykorzystania idei zapoczątkowanej przez Coco.
Osobiście uważam, że czarna sukienka to coś odpowiedniego na wiele okazji. Umiejętnie zestawiona wcale nie musi kojarzyć się ze smutkiem. Przyznam, że po cichu marzę o długiej wieczorowej sukni w stylu „Śniadania u Tiffany'ego", jednak znacznie praktyczniejsza wydaje mi się krótsza wersja. Kiedy sytuacja wymaga elegancji wiem, że w zanadrzu znajdzie się coś, co pozwoli mi ubrać się właściwie.
Chętnie dowiem się, czy podzielacie moją opinię? Nosicie małe czarne sukienki, a może jesteście zwolenniczkami kolorów?
Dziękuję za uwagę! :)
Kolczyki - Hebe / Marynarka - PODOBNA / Sukienka - PODOBNA / Torebka - Vintage Monki / Broszka - Zaful / Buty - PODOBNE
Wyraź swój charakter. Sztuka doboru akcesoriów

Wyraź swój charakter. Sztuka doboru akcesoriów

Nietuzinkowe dodatki mogą sprawić, że nawet najprostsze bazowe ubrania urosną do rangi high fashion. Intrygująca biżuteria, przeskalowana opaska, torebka o fascynującym kształcie - mamy pełną dowolność. Tak naprawdę, aby odnieść sukces wystarczy jedno przykuwające uwagę akcesorium, inaczej balansujemy na granicy dobrego smaku i przesytu. Tym razem postawiłam na nietypową torebkę, która kojarzy mi się nieco z modelem The Pouch od Bottegi Venety. Sakiewka ze sztucznej skóry to mój najnowszy nabytek vintage. Przyznam, że początkowo zeszłoroczne dzieło projektanta niezbyt mnie do siebie przekonywało. Z czasem jednak, gdy na coraz większej ilości fotografii pojawiała się ta słynna torebka moja opinia na jej temat ulegała zmianie, W końcu przypadkiem natrafiłam na model Monki. Oczywiście, oba akcesoria różnią się od siebie. Porównuję je ze względu na sposób zamknięcia, oraz noszenia - luźno trzymane w dłoni. Sakiewka marki Monki należy do miękkich toreb, tak samo jak spopularyzowana The Pouch. Po przejrzeniu tuzinów zdjęć dzieła Bottegi Venety to właśnie te cechy najbardziej mnie urzekły, a teraz znalazłam idealną wersję dla siebie i to w znacznie niższej cenie.
Jak już wspomniałam, dodatki mają niesłychaną siłę. Dzięki nim możemy odmienić cały strój i to bez zbędnego trudu. Na brak pomysłu odnośnie do ubrań jakie chcemy włożyć jest prosta recepta - minimalistyczna góra (sweter, koszula, a latem - bezrękawnik), wygodne spodnie lub ulubiona spódnica i nieco mniej zachowawcze dodatki (masywne kolczyki, duży wisior lub charakterne okrągłe okulary). Oczywiście, ten schemat można modyfikować w zależności od preferencji, czy warunków pogodowych,. Tak czy inaczej, dzięki akcesoriom możemy wyrazić nasz indywidualizm. Jeżeli wydaje się Wam, że podany przeze mnie „przepis" nie wyrazi Waszej osobowości, zapewniam, że dobór ulubionych dodatków bardzo się temu przysłuży. Podczas kompletowania stroju skupiamy się również na preferowanych krojach, materiałach i fakturach, co w połączeniu z akcesoriami tworzy idealnie opisującą nas całość.
Co jeżeli jesteśmy zwolennikami minimalizmu? Dobierajmy skromne dodatki, ale nie rezygnujmy z nich całkowicie. Nawet drobne łańcuszki, czy połyskująca na kostce bransoletka mogą zmienić to, jak nasz wizerunek zostanie odebrany przez innych. Ważne, aby rozsądnie dobierać akcesoria - jeżeli zakładamy klasyczną małą czarną, możemy pozwolić sobie na zdobną kolię, natomiast do cekinowej karnawałowej kreacji lepiej sprawdzi się drobna, niewyzywająca biżuteria. W kompletowaniu stroju kluczem do sukcesu jest zachowanie równowagi - dzięki temu uda nam się uniknąć karykaturalnego rezultatu. Nadal gorąco zachęcam Was do eksperymentowania - czasem dzięki odrobinie ryzyka można odkryć zupełnie nowe połączenia, które staną się naszym znakiem rozpoznawczym.
Chyba teraz przyznacie rację mojemu stwierdzeniu, że dodatki mają znaczenie? :)
Kolczyki -New Yorker (PODOBNE) / Futro - Vintage (PODOBNE) / Golf - United Colors of Benetton (TUTAJ) / Dżinsy - Cheap Monday (PODOBNE) / Torebka - Vintage Monki / Buty - Podobne
Niezbędnik kręconowłosej. Podstawowe akcesoria do pielęgnacji włosów

Niezbędnik kręconowłosej. Podstawowe akcesoria do pielęgnacji włosów

Cześć!
Od kilku tygodni staram się przekazywać Wam treści na temat świadomej pielęgnacji włosów kręconych. Pokazuję na blogu efekty stylizacji, ulubione kosmetyki, czy akcesoria. Pomyślałam, że dzisiaj skupię się właśnie na tych ostatnich. Przez ponad rok dbania o loki zgromadziłam asortyment, który zgrabnie zajmuje miejsce w łazience. ;) Każda z rzeczy, które umieszczę we wpisie stale mi się przydaje. Może i bez niektórych z tych produktów też mogłabym pielęgnować czuprynę, ale... kto ma kręcone włosy, ten mnie zrozumie. ;) Oczywiście, nikomu nie każę zaopatrywać się w to, co dzisiaj ujrzycie na fotografiach - to tylko luźna inspiracja, adnotacja na temat tego, co u mnie zdaje egzamin. Dodam, że wszystkie akcesoria nabywałam w różnym czasie podczas całej drogi dbania o loki. Wybierzcie to, co dla Was może okazać się niezbędne. 
Czesanie
Włosy kręcone czeszemy tylko na mokro - tę zasadę znają wszystkie posiadaczki loków. Mimo to, akcesoria służące do przeczesywania fryzury mają dla kręconowłosych spore znaczenie. Przede wszystkim polecam zaopatrzyć się w grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Ten niepozorny gadżet może wyrządzić lokom najmniejszą krzywdę.  Grzebień może być zarówno wykonany z plastiku, jak i drewna. Wciąż czekam aż dotrze do mnie drewniany model, jednak z ten, który widzicie na zdjęciu także dobrze mi się sprawdza. Grzebień tego typu możecie nabyć w drogeriach (stacjonarnych lub internetowych), a nawet w supermarketach (mój pochodzi z Kauflandu). 
Szczotka Denmann nie jest konieczna, ale z pewnością przysłuży się czuprynie. Służy do formowania loków, oczywiście, nie zakręci w magiczny sposób włosów prostych. Mój model nabyłam w TK Maxx za niecałe 17 złotych; szczotki dostępne są także w drogeriach internetowych w regularnej cenie około 50 złotych. O tym akcesorium rozpisałam się w tym wpisie.
Jestem także posiadaczką Tangle Teezera. Sprawdza się u mnie całkiem dobrze, jednak jest to opcja dodatkowa.
Dodawanie objętości
Afro pick to niepozorny gadżet, który ratuje nas przed oklapniętą fryzurą. Jest niedrogi, za to może okazać się bardzo przydatny. Czarny pochodzi ze sklepu Loczek, otrzymałam go w gratisie do jednego z zamówień. Z kolei szary nabyłam stacjonarnie w SuperPharm. Z tego, co pamiętam był droższy, jednak wydaje mi się też solidniejszy.Jako ciekawostkę dodam, że pierwszy afro pick kupiłam przed rozpoczęciem świadomej pielęgnacji, myśląc że służy do czesania. Tak naprawdę unosimy nim włosy u nasady, co dodatkowo zwiększa ich objętość. 
Ochrona włosów / nakładanie masek
Po co mi aż trzy czepki? Możecie się zdziwić, ale każdy z nich znajduje u mnie inne zastosowanie. Oczywiście wystarczą dwa, a nawet jeden, jeżeli nie macie zbyt dużych wymagań. Szczególnie polecam zaopatrzenie się w czepek kąpielowy, który ochroni wasze czupryny podczas prysznica. Nie chcemy moczyć włosów przy każdej kąpieli. To jednak nie jedyne zastosowanie foliowego czepka - możemy zakładać go po zaaplikowaniu maski, co dodatkowo wzmocni jej działanie, dzięki ogrzaniu produktu. Jeśli chodzi o mnie, ostatnio tę drugą rolę spełnia u mnie czepek pokryty satyną, który posiada foliową podszewkę. Ten model również pochodzi ze sklepu Loczek (obecnie dostępne są inne kolory - różowy i złoty). Również jest to dla mnie opcja całkowicie dodatkowa - tę samą rolę spełni zwykły czepek.
Osobiście nie wyobrażam sobie dbania o moją fryzurę bez czepka satynowego. Ten jest, co prawda, wykonany z satyny poliestrowej, ale nie odczuwam żadnych negatywnych skutków spania w nim. Jeżeli możecie pozwolić sobie na odrobinę luksusu - polecam modele wykonane z satyny jedwabnej, jednak to już trochę większy wydatek. Tak jak wspomniałam, czepek służy do ochrony włosów nocą. Przyznaję, że odkąd go kupiłam nie muszę martwić się o fryzurę porankiem. Czepek zamówiłam ze sklepu Włosomaniak, natomiast wersję z jedwabiu możecie znaleźć w sklepie Almania.
Muszę wspomnieć, że do ochrony fryzury podczas snu służy nie tylko czepek. Tę samą rolę pełni również luźny kok na czubku głowy - ananas. Do jego wykonania przyda się gumka bez metalowych wstawek, które mogą wyrywać włosy. Dobrą opcją jest również poszewka satynowa, której akurat nie mam w swoich zasobach. 
Suszenie
Suszarka z dyfuzorem to niezbędnik każdej kręconowłosej. Taki sprzęt znacznie skraca suszenie fryzury, dodatkowo pomagając nam uzyskać lepszą objętość. Jeżeli do Waszej suszarki nie dołączono dyfuzora, śmiało możecie kupić uniwersalny model. Kosmyki suszymy głową skierowaną w dół, najlepiej zimnym powietrzem. 
Jeżeli chodzi o mój sprzęt, jest on całkowicie podstawowy. Suszarka posiada przycisk zimnego nawiewu, a sam dyfuzor jest, jak dla mnie, odpowiednio duży. Ten model ma dwa poziomy natężenia powietrza, jednak nie posiada opcji jonizacji. Na ten moment to mi wystarcza.
Do osuszania włosów służy również turban z mikrofibry (zdjęcie poniżej). To naprawdę wygodna opcja - dzięki zapięciu na guzik nie musimy bać się, że spadnie on z głowy. Taki turban nadaje się zarówno do suszenia, jak i do ploppingu, a także do wygniatania włosów. Swój kupiłam w Hebe za niecałe 20 złotych. Generalnie, poleca się korzystanie z ręczników z mikrofibry lub bawełnianych koszulek.
Reanimacja
Butelka z atomizerem okazuje się przydatna podczas reanimacji fryzury. Moja jest bardzo... hmm... prowizoryczna, ale dzięki temu mogę zabierać ją ze sobą na wyjazdy, bo z łatwością mieści się w torebce. Zastanawiam się nad kupnem czegoś innego, jednak włosy reanimuję na tyle rzadko, że jeszcze na nic się nie zdecydowałam. Takie rozpylacze możecie znaleźć w sklepach internetowych (ciekawy model właśnie wszedł do oferty Loczka), oraz na przykład w Pepco. Ten malutki egzemplarz (prawie niewidoczny na zdjęciu) został zakupiony w drogerii Damiani za jakieś dwa złote na początku mojej przygody z pielęgnacją. Wtedy kupiłam butelkę, bo wiedziałam, że jest przydatna; teraz wiem, że jakość rozpylania wody ma znaczenie podczas układania fryzury. Oczywiście, można także wykorzystać butelkę po zużytym kosmetyku, dla przykładu - po mgiełce do twarzy.
Nie da się ukryć, że wiele z tych rzeczy kupiłam na samym początku świadomej pielęgnacji. Mimo, iż zestaw ten jest typowo podstawowy, każde akcesorium znajduje u mnie zastosowanie. Wiem, że na rynku dostępne są nieco lepsze jakościowo sprzęty, jednak kiedy zaczynałam dbać o loki byłam przekonana, że to co mam mi wystarczy. Tak czy inaczej, uważam, że taki zestaw jest wystarczający zanim wprawimy się w pielęgnacji. 
Mam nadzieję, że mój wpis w jakiś sposób okazał się dla Was przydatny. Koniecznie dajcie znać, czy zgadzacie się z tym zestawieniem! 
O sile, jaką daje samoakceptacja

O sile, jaką daje samoakceptacja

Możesz dbać o siebie z całych sił kupować drogie kosmetyki i spędzać całe godziny na porannej toalecie, ale i tak nie osiągnąć zadowalających efektów. Wystarczy, że zabraknie jednego czynnika, jednej bardzo ważnej cechy, a nagle staniesz się nieatrakcyjna, źle ubrana, a Twoje włosy będą przypominać siano. Tym istotnym czymś jest samoakceptacja. Wierz mi, że naprawdę łatwo popaść w dół właśnie przez jej brak. Ja sama przez to przeszłam. Byłam krytykowana, wyśmiewana, porównywana. Może i nadal jestem, ale... ale teraz tego nie dostrzegam, a przynajmniej szybko o tym zapominam. Patrzę w lustro i widzę siebie, nie wroga. Oczywiście, nie jestem ideałem, ale któż z nas jest? Możemy za to stać się najlepszą wersją nieidealnej samej siebie. Do tego właśnie dążę. Bez zaakceptowania swoich wad nie uda nam się niczego zmienić. To nie egoizm, ani snobizm - to po prostu przyjmowanie rzeczywistości do świadomości. Pozwól, że wyjaśnię Ci to na swoim przykładzie.
Odżywka YOPE Orientalny Ogród - dlaczego nie odpowiada moim włosom?

Odżywka YOPE Orientalny Ogród - dlaczego nie odpowiada moim włosom?

Witajcie w nowym roku!
Dzisiaj chciałabym trochę ponarzekać. Zastanawiałam się, czy ten wpis ma sens, ale... przecież nie każdy kosmetyk musi nam odpowiadać, nawet ten często chwalony. Takie recenzje są jak najbardziej pożyteczne. O co dokładnie chodzi? Jakiś czas temu nabyłam cieszącą się dobrą sławą odżywkę od YOPE - Orientalny Ogród. Wiązałam z nią ogromne nadzieje... Wręcz nie mogłam doczekać się efektów, jakie dzięki niej uzyskam. Miała być skutecznym zastępstwem dla poprzedniego produktu. Niestety. Zupełnie nie spełniła moich oczekiwań. Po chwili namysłu chyba znalazłam winowajcę. Ale spokojnie - to, że odżywka nie odpowiada moim kosmykom, wcale nie oznacza, że u Was będzie tak samo.