Czy żel do włosów z marketu może się sprawdzić?

Czy żel do włosów z marketu może się sprawdzić?


Cześć!
Wracam z następnym wpisem, tym razem z recenzją kolejnego taniego stylizatora. Żel Look Professional Extra Style znalazłam w Auchan za około 6,40-6,50 zł. Zainteresował mnie ze względu na inny produkt kupiony w markecie, który dobrze wypadł w testach – piankę Cosmia. Żel od Look Professional poza niską ceną zachęca również sporą pojemnością słoika – 300 ml. Co więcej, producent obiecuje mocne utrzymanie fryzury. Początkowa fascynacja produktem przerodziła się jednak w swego rodzaju wątpliwość… która doprowadziła do pewnych przemyśleń. O co chodzi?
*Zdjęcia zrobione świeżo po myciu włosów
Przyjrzyjmy się składowi…
Aqua (woda), Polyvinylcaprolactam (polimer), Triethanolamine* (regulator pH, potencjalny alergen dopuszczalny w stężeniu do 2,5%), Carbomer (regulator lepkości),  PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (detergent), DMDM Hydantoin (konserwant, potencjalny alergen, maksymalne dopuszczalne stężenie – 0,6%), Panthenol (humektant), Parfum, Butylphenyl Methylpropional (aromat, potencjalny alergen, dopuszczalne stężenie w produkcie niespłukiwanym – 0,001%), Hexyl Cinnamal (substancja zapachowa, potencjalny alergen, dopuszczalne stężenie w produkcie niespłukiwanym – 0,001%)), CI42090 (barwnik)
*Triethanolamine wykazuje bardzo niskie właściwości drażniące skórę, nie jest klasyfikowana jako rakotwórcza, jednak nie powinna współwystępować z innymi związkami azotowym.
Produkt określiłabym jako typowo oblepiający. W składzie występuje mnóstwo nieprzychylnych składników, jednak po sprawdzeniu INCI w moim ulubionym żelu Taft Irresistible Power dostrzegłam, że trzy z czterech potencjalnych alergenów pokrywają się. Najwidoczniej ja nie mam z nimi problemów, mimo to zalecam ostrożność. To jest właśnie powód owych przemyśleń. W stylizatorze znajdziemy sporo potencjalnych alergenów. Czy jest nam to potrzebne? Jednak po chwili wątpliwości sprawdziłam skład polecanego żelu Taft w złotym opakowaniu – rezultat już znacie. Może nie wszystkie szkodliwe składniki w nim występują, ale większość. W żelu Look Professional Extra Style zastosowany został również pantenol, jednak jego stężenie jest na tyle niewielkie, że wątpię, aby wykazywał on większe działanie, które mogłoby na przykład doprowadzić do przenawilżenia włosów. Skład jest zgodny z metodą curly girl.
*Zdjęcia zrobione na drugi dzień.
Jak żel Look Professional Extra Style sprawdza się w akcji?
Testuję ten żel od jakiegoś czasu. Zostawia niewielkie sucharki, natomiast stopień utrwalenia określiłabym jako średni. Na zdjęciach widzicie efekty zaraz po myciu, oraz na drugi dzień. Myślę, że żel Look Professional Extra Style poradził sobie całkiem dobrze. Nie zauważyłam większej zmiany w wyglądzie fryzury drugiego dnia, poza zwiększoną objętością i wiążących się z nią odstających włosków, jednak myślę, ze to dałoby się naprawić odrobiną żelu (chciałam, aby zdjęcia przedstawiały faktyczny stan fryzury). Ostatnio używam go też do reanimacji – efekt jest podobny. Moje włosy mogą wydawać się lekko rozprostowane, ale to raczej kwestia skrętu, który ostatnio płata mi figle – nieważne co na nie nałożę i tak są bardziej falowane, niż kręcone.
Ostateczny werdykt…
Generalnie, jak na tak tani produkt, żel Look Professional Extra Style radzi sobie całkiem nieźle. Skład pozostawia sporo do życzenia, ale tak naprawdę alergeny te pojawiają się też w innych ogólnie cenionych produktach. Czy kupię ponownie? Nie wiem, raczej zdecyduję się przetestować coś innego. Jednak sądzę, że zużyję ów stylizator do końca, głównie dlatego, że nie zauważyłam niepokojących objawów.
Mam nadzieję, że wpis okazał się dla Was ciekawy. Myślę, że testy kosmetyków z niższej półki cenowej są równie ważne, co te poświęcone droższym. Jeżeli macie propozycje, co jeszcze mogłabym zrecenzować – piszcie, możliwe, że się zainspiruję. :)
Dzięki za uwagę, pozdrawiam!

Aktualna pielęgnacja włosów

Aktualna pielęgnacja włosów

W przekonaniu, jak bardzo świadoma pielęgnacja włosów jest niełatwa do ogarnięcia dla prostowłosych utwierdziłam się  dzisiaj na dobre. Sama miałam ochotę złapać się za głowę, gdy wspomniałam o trzeciej odżywce nakładanej na czuprynę. Fakt, że proces mycia loków zajmuje mi około dwóch godzin, oraz to jak on przebiega jest ciężkie do wytłumaczenia komuś, komu wystarcza (mocny) szampon i byle jaki grzebień. Gdy o tym mówię ludzie patrzą na mnie z lekkim niedowierzaniem, a ich wzrok aż krzyczy „nienormalna jakaś". Ale ja już się do tego przyzwyczaiłam. Wiem, że moje włosy tego potrzebują i odwdzięczają mi się good hair day.
A jak było kiedyś?
Sama nie wiem, jak to możliwe, ale kiedyś wystarczał mi szampon z SLS i zwykła pianka ze szkodliwym składem, a mimo to moje włosy prezentowały się nawet lepiej niż teraz. Obecnie skręt na mojej głowie jest nierówny, czasem można przyporządkować go do typu 2c, innym razem  3a. Mało tego - spod spodu widać spore rozluźnienie. Jeszcze trzy lata temu byłam posiadaczką pięknych spirali, a jednak nie lubiłam swojej czupryny. Teraz nie jest idealna, ale czuję się z nią świetnie!
Aktualna pielęgnacja
Aktualnie jestem w trakcie dopasowywania pielęgnacji do potrzeb skóry głowy. Dotychczas korzystałam z metody OMO, ale nadeszła pora na zmiany. Od dziecka miałam problematyczną skórę głowy, co konsultowałam nawet z lekarzem. Dlatego postanowiłam zmienić sposób oczyszczania włosów i skalpu. Na ten moment nie chcę zbytnio rozpisywać się na ten temat, ponieważ nie znalazłam jeszcze „złotego środka" na występujące problemy. Oczywiście nie rezygnuję z odżywek i masek. Na ogół nakładam je na około dziesięć do piętnastu minut, rzadko na dłużej. Ostatnio coraz chętniej nakładam odżywki bez spłukiwania, co sprawdza się przy żelach, po które sięgam najczęściej. Na ogół  w ruch idzie dyfuzor, ale co jakiś czas zdarza mi się zostawiać włosy do wyschnięcia naturalnego. Rezultaty zapisuję, co i Wam polecam - dzięki takiemu rozwiązaniu łatwiej jest się rozeznać w stosowanej pielęgnacji.
Najświeższe zmiany
Krótkie włosy noszę już od dawna. Regularnie je także rozjaśniam. Obecnie na mojej głowie widnieją rozjaśniane pasemka z widocznymi w niektórych miejscach jasnoróżowymi kosmykami.Na zdjęciu możecie zobaczyć świeżo uzyskany efekt. Chociaż wróciłam od fryzjera, włosy umyłam i wystylizowałam samodzielnie. Zastosowałam metodę MOO (chociaż tym razem było to jedno „O"). Użyłam szamponu leczniczego (w którego składzie znajduje się mocny detergent), oraz drożdżowej maski Babuszki Agafii, którą zostawiłam na głowie na około dziesięć minut. Następnie w ruch poszedł krem Nature's Best by Cien (EH) wczesany szczotką Denman i mój ulubieniec - Taft Irresistible Power. Rezultat? Ładny skręt i całkiem korzystna objętość.
Mam nadzieję, że moja historia utwierdzi Was w przekonaniu, że piękne loki są warte trudu. Choć i pielęgnacja zajmuje sporo czasu, a efektów po prostu nie da się przewidzieć - satysfakcja, jaką zyskujemy po udanym rezultacie jest nieoceniona.
Życzę mnóstwa cierpliwości do własnych kosmyków!
Daj się porwać w wir zakupów...

Daj się porwać w wir zakupów...

Cześć!
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną propozycją stroju. Tym razem postawiłam na niesamowicie miękką w dotyku jedwabną koszulę o pięknym odcieniu granatu. Połączyłam ją z welurową spódnicą, którą pokazywałam na blogu już kiedyś. Nie mogło zabraknąć mojego najnowszego nabytku - małej torebki marki Batycki. Przyznaję, że ten zakup był spontaniczny. Kilka dni temu z ciekawości  weszłam na Vinted i wpisałam w wyszukiwarce nazwę firmy. Znalazłam kilka modeli, z czego jeden w naprawdę korzystnej cenie. Nie zastanawiając się długo skontaktowałam się z poprzednią właścicielką. To był mój pierwszy zakup na portalu tego typu. I nie żałuję! Czasem można trafić na naprawdę dobre okazje. Zakupy przez internet to spora wygoda - bez wychodzenia z domu (zwłaszcza gdy na zewnątrz panuje nieprzyjemna aura) można cieszyć się niemalże z wszystkiego. Chyba dam się porwać w wir przeszukiwania sieci. ;)
Chętnie dowiem się na jakich portalach Wy robicie zakupy z branży odzieżowej? Może czymś się zainspiruję. :)
Pozdrawiam i dziękuję za uwagę!
Koszula - TCM / Spódnica - Atmosphere / Torebka - Batycki
Babydream - łagodny szampon za grosze

Babydream - łagodny szampon za grosze


Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją szamponu łagodnego, którego używam od dłuższego czasu. Jak wiadomo w metodzie OMO łagodne oczyszczanie skóry głowy jest niezwykle ważne. Osobiście nie należę do zwolenników wydawania astronomicznych kwot na specyfiki do mycia, zwłaszcza, że na rynku dostępne są tanie, aczkolwiek równie dobre zamienniki. Szampon Babydream został stworzony z myślą o dzieciach. Warto zauważyć, że nie wszystkie szampony dla dzieci mają łagodne działanie, niestety te bardziej popularne często posiadają w składzie SLS i jego pochodne. Istnieje również kwestia odpowiedniego pH skóry głowy, które różni się u najmłodszych i dorosłych osób. Ja sama nie zauważyłam negatywnego oddziaływania szamponu na skalp.

Kilka słów o składzie
Aqua (woda), Lauryl Glucoside (łagodna substancja myjąca), Cocamidopropyl Betaine (łagodna substancja myjąca), Sodium Chloride (substancja konsystencjotwórcza), Parfum (zapach), Glyceryl Oleate (emolient), Coco- Glucoside (łagodna substancja myjąca), Panthenol (humektant), Zinc Sulfate (konserwant), Sodium Hydroxide (regulator pH), p- Anisic Acid (konserwant), Lactic Acid (humektant), Levulinic Acid (substancja kondycjonująca, regulator pH)), Glycerin (humektant), Sodium Levulinate (substancja kondycjonująca, regulator pH), Hydrolyzed Wheat Protein (hydrolizowane proteiny pszeniczne), Chamomilla Recutita Flower Extract (ekstrakt z rumianku), Maltodextrin (pochłaniacz wilgoci), Citric Acid (konserwant, regulator pH)

Skład potwierdza to, co obiecuje producent – Babydream to szampon łagodny. Muszę zwrócić Waszą uwagę na jeden składnik – Cocamidopropyl Betaine, która może uczulać. Ja nie mam z nią problemu, jednak wiem, że alergia jest dość powszechna. Jeżeli po umyciu głowy odczujecie świąd, możliwe, że jesteście wrażliwi na tę substancję. O samym problemie można by stworzyć osobny wpis, dlatego, jeżeli interesuje was ten temat – piszcie, postaram się go opisać. :)

Pozostałe ważne informacje
Szampon Babydream jest dostępny w Rossmannie w cenie 6,49 za 250 ml. Myślę, że za tę kwotę warto go wypróbować. Produkt jest wydajny, korzystam z niego już kilka miesięcy. Słabo się pieni, co jest normalne w przypadku łagodnych szamponów. Skóra głowy jest dobrze oczyszczona, oczywiście należy pamiętać o regularnym stosowaniu produktu z SLS – więcej na ten temat pisałam tutaj.

Czy kupię ten szampon ponownie? O ile nie zdecyduję się na kolejne testy – tak. Uważam, że w tej cenie warto go wypróbować, jednak trzeba zwrócić uwagę na kwestie, które poruszyłam wcześniej. Moja skóra głowy dobrze reaguje na ten produkt, tak więc nie widzę przeciwwskazań ku dalszemu korzystaniu z szamponu.

Chętnie dowiem się, czy i Wy wypróbowaliście już szampon Babydream? Jeżeli znacie inne godne polecenia produkty tego typu – piszcie, chętnie je sprawdzę. :)
Dzięki za przeczytanie!
Moja mała obsesja

Moja mała obsesja

Czas stwierdzić to na forum publicznym - mam obsesję. :) O ile torebki Chanel nie do końca mnie przekonują... klasyczny żakiet stał się moim marzeniem. Stąd też wynika fakt, że gdy tylko znajdę tweedową marynarkę nie mogę jej się oprzeć. Ale spokojnie! Ta jest inna od dwóch poprzednich. Co ją wyróżnia? Jest znacznie cieńsza, dzięki czemu z łatwością mieści się pod płaszczem lub kurtką. Wcześniej dorwane przeze mnie modele są na tyle grube, że swoje zastosowanie znajdą dopiero wiosną - jako zastępstwo dla tradycyjnych okryć wierzchnich. Dodatkowo, marynarka z dzisiejszego wpisu nie posiada zapięcia, co jednak nie jest dla mnie wadą. Naprawdę dostrzegam różnicę między wszystkimi tweedowymi dziełami, jakie Wam jak dotąd prezentowałam. 
Wydaje mi się, że każda miłośniczka mody ma jakąś swoją małą obsesję. Niektóre z nas przeszukują półki sklepowe, aby znaleźć idealną inspirowaną popularnymi modelami torebkę, inne szczególnie cenią mokasyny wzorowane na tych od Gucci. Nie istnieje jedna konkretna torebka, o której śnię po nocach. Za to, niedawno zakochałam się w tweedzie. Wcześniej podobną miłością darzyłam trencze od Burberry i choć to uczucie nadal nie wygasło znalazłam dla nich konkurencję. Tego typu modowe marzenia to nic złego. Mogą stać się doskonałą inspiracją, a także powiedzieć nam co nieco o własnym stylu. Wystarczy po prostu zastanowić się o czym właśnie śnimy... :)
A teraz zastanówcie się i podzielcie ze mną swoimi małymi obsesjami... :) Choć dla niektórych marzenie o drogim ubraniu może wydawać się płytkie, uważam, że tak naprawdę nie ma w tym nic niepoprawnego. Jedni chcieliby stać się posiadaczami kosztownego samochodu, z kolei inni (w tym ja) woleliby przeznaczyć pewną kwotę na dobre jakościowo ubrania i dodatki. Ot, takie wariactwo. :)
Trzymajcie się!
Spinka - Stradivarius / Żakiet - Vintage / Koszula - Vintage / Spodnie - Esmara / Torebka - Coach
Drewniany grzebień - pielęgnacja w zgodzie z naturą

Drewniany grzebień - pielęgnacja w zgodzie z naturą


Czesanie włosów wydaje się tak banalną czynnością, że nawet nie zastanawiamy się jak i czym ją wykonać. Często sięgamy po pierwszy lepszy grzebień, jaki mamy akurat pod ręką. Odkąd świadomie dbam o loki, większą uwagę poświęcam narzędziom. Najpierw nabyłam plastikowy grzebień z szeroko rozstawionymi zębami, teraz zdecydowałam się pójść o krok dalej i sięgnąć po drewniany model. Ale… co właściwie daje nam drewniany grzebień?
Zalety drewnianego grzebienia
Przede wszystkim, warto wspomnieć, że drewniany grzebień jest delikatniejszy zarówno dla skóry głowy, jak i włosów. Nie posiada on ostrych krawędzi, dzięki czemu nie szarpie, oraz nie łamie kosmyków. Wielką zaletą takiego grzebienia jest też to, że nie elektryzuje włosów. Czesanie drewnianym grzebieniem można porównać do masażu, dzięki któremu pobudzamy wzrost pukli. Osobiście dostrzegam także nie związaną z pielęgnacją zaletę stosowania drewnianych grzebieni – są z pewnością bardziej ekologiczne niż ich plastikowe odpowiedniki.
Na jaki grzebień ja się zdecydowałam?
Zauważyłam, że szczególnie popularne są grzebienie z drzewa neem, czyli miodli indyjskiej. Ja jednak postawiłam na model z bambusa, który zamówiłam z AliExpress. Grzebień, który posiadam na dość szeroko rozstawione zęby, co sprzyja moim naturalnie kręconym włosom. Jest nieduży, ale jednocześnie wygodny i praktyczny – dzięki rozmiarowi łatwo będzie mi go spakować na podróż. Nie ma rączki, jednak to nie jest dla mnie wadą – wcześniej korzystałam z grzebienia plastikowego również o takim kształcie. Grzebyk testowałam już zarówno podczas mycia, jak i reanimacji skrętu i przyznaję, że udawało mi się rozczesać fryzurę bez większych problemów.
Podsumowując, jestem zadowolona z zakupu. Udało mi się znaleźć na tyle tani model, że kolejny grzebień w mojej kolekcji nie wydawał mi się zbyt wielką fanaberią. ;) Był to zakup przemyślany – przejrzałam oferty wielu sklepów internetowych. Zdecydowanie polecam wypróbowanie drewnianego grzebienia.
Mam nadzieję, że udało mi się Was zaciekawić.
Dzięki za przeczytanie! :)
Masaż kamieniem żadowym - co to?

Masaż kamieniem żadowym - co to?


Kiedy tylko usłyszałam o wałku jadeitowym służącym do masażu twarzy poczułam zainteresowanie. Niechętnie sięgam po kremy, uważam, że mam jeszcze na nie czas. Za to działający korzystnie na skórę masaż od razu mnie zaintrygował. Według mnie, to doskonała forma relaksu, połączona przy okazji z rytuałem pielęgnacyjnym. Gdy trafiłam na okazję w sklepie Kosmetyki z Ameryki nie zastanawiałam się długo. No, może trochę – pomiędzy rollerem a jadeitową płytką do masażu Gua Sha. Ostatecznie zdecydowałam się na delikatniejszą wersję.
Co daje masaż kamieniem żadowym?
Jadeit to jeden z kamieni żadowych, stosowany w medycynie chińskiej od wieków. Do właściwości tak zwanego „kamienia młodości” należy przede wszystkim długotrwałe utrzymywanie temperatury. Sam masaż wałeczkiem poprawia krążenie krwi, oraz drenaż limfy. Limfa to inaczej chłonka, czyli płyn tkankowy spływający do naczyń chłonnych. Dzięki usprawnieniu przepływu płynów, roller stymuluje usuwanie toksyn, ponadto redukuje zasinienia i opuchliznę pod oczami, jednocześnie wspomagając wchłanianie kosmetyków. Masaż wałkiem jadeitowym ma działanie liftingujące, może także wygładzić drobne zmarszczki. W tym samym celu wykorzystywany bywa również różowy kwarc.
Jak wykonywać masaż wałkiem jadeitowym?
Przed rozpoczęciem procesu warto schłodzić roller, który - jak wspomniałam wcześniej - doskonale zachowuje temperaturę. Masaż wykonujemy od wewnętrznej strony twarzy kierując się ku linii włosów. Należy powtarzać serię pięciu do dziesięciu pociągnięć wałeczkiem we wskazanym kierunku. Dobrze, aby nałożone wcześniej kosmetyki nie utrudniały poślizgu. Masaż możemy wykonywać dowolnie – rano lub wieczorem. Sam „rytuał” z pewnością orzeźwi twarz po nocy, natomiast przed snem pomoże nam się zrelaksować. Nie należy pomijać szyi, którą masujemy do dołu, tak, aby pobudzić limfę.
Gdzie i za ile kupić roller?
Jak już wspomniałam, swój kupiłam przez stronę Kosmetyki z Ameryki. Udało mi się załapać na promocję, dlatego kosztował mnie niecałe trzynaście złotych. W regularnej cenie kwota, jaką musimy zapłacić waha się od około dwudziestu do nawet ponad stu złotych. Moim zdaniem, nie ma co przepłacać, dlatego polecam szukać okazji. Myślę także, że gadżet ten jest wart wypróbowania – z pewnością nie zaszkodzi, a może całkiem nieźle się nam przysłużyć. Niewykluczone, że po kilku tygodniach przygotuję dla Was aktualizację tego, jak wałek żadowy sprawdza się na mojej skórze.
Chętnie dowiem się, czy i Was zaintrygował masaż kamiennym wałkiem? Próbowaliście?
Pozdrawiam!