Jak nosić futro w panterkę?

Jak nosić futro w panterkę?

Pamiętacie ten szał na futra w panterkę sprzed kilku sezonów? :) Wczoraj wyjęłam swoje z dna szafy. Moim zdaniem, właściwie zestawione może wyglądać ciekawie i oryginalnie. Co prawda, nie należy do najgrubszych, ale na obecną pogodę się nadaje. Mam jeszcze jedno sztuczne futro i wiecie co? Chętnie poszerzyłabym swoją kolekcję. :) 

Z czym nosić futro w panterkę, aby wyglądało stylowo?

Futro w panterkę wbrew pozorom jest całkiem łatwe w stylizacji. Wystarczy dobrać do niego prostą bazę - gładką koszulę, ulubiony t-shirt, dopasowany sweter i do tego jakieś proste spodnie. Charakterystyczny wzór dopełni całość. Prostota jest kluczem do sukcesu, kiedy w grę wchodzi ekstrawaganckie futro w panterkę. Samo okrycie wierzchnie jest na tyle charakterystyczne, że nie potrzebuje dodatkowych aplikacji na ubraniach.

Moja propozycja składa się z długiej koszuli, która wcale nie musi być biała - fiolet też zdaje egzamin. ;) Do tego dobrałam czarne legginsy, które są naprawdę uniwersalnym modelem. Torebka nawiązuje do góry stroju, natomiast buty są jednym ze słuszniejszych wyborów przy okazji zalegającego śniegu. Przykuwające uwagę sztuczne futro gra oczywiście pierwsze skrzypce.

Jakie dodatki dobrać do futra w panterkę?

Dobieranie dodatków do futra w panterkę również opiera się na prostocie. Ważne, aby były spójne ze strojem i nie przytłaczały okrycia. Szaliki, czapki i rękawiczki lepiej prezentują się, gdy są jednokolorowe, pozbawione wzorów. Sztuczne futra na ogół kojarzą się z elegancją, co warto wykorzystać podczas ich stylizowania. 

 Mam nadzieję, że mój krótki poradnik przekona Was do noszenia efektownych sztucznych futer, być może nawet w panterkę. :) 

Pozdrawiam serdecznie!

Opaska - Mango / Kolczyki - Yes / Futro - Vintage / Koszula - HUGO Hugo Boss / Legginsy - Moraj / Torebka - Silvio Tossi / Zalando / Buty - Lasocki / CCC
Wyprzedaże - dodatki, które wybrałam dla siebie

Wyprzedaże - dodatki, które wybrałam dla siebie


Cześć! 

Wpadliście już w szał wyprzedaży? :) Mi udało się znaleźć cztery rzeczy, które zdecydowanie zasłużyły na zainteresowanie. Większość z nich nabyłam z myślą o nowym sezonie, ale jakoś przeplotę je kiedy tylko zrobi się cieplej. Zresztą, dodatki już noszę. :) Ogólnie, staram się przemyśleć każdy zakup, nawet ten za obniżoną cenę. Skupmy się dziś na moich nowych akcesoriach.

Na pierwszy plan z całą pewnością wyrywa się opaska. Jak mogliście zauważyć, bardzo często je noszę. Cóż, uroki zapuszczania włosów. ;) Miękka, spora, z plecionką. Tak zwany „netting", czyli motyw sieci rybackiej będzie modny w sezonie wiosenno-letnim. Głównie w odniesieniu do ubrań i torebek, ale ja poczułam się zauroczona tą opaską. Pochodzi z Mango, tutaj podrzucam link. 

Drugą wyprzedażową perełką są kolczyki. Zakup biżuterii marki Yes planowałam od dawna. Ostatecznie zamówiłam jedną parę wiszących kolczyków z wkrętkami. Zamierzam zrezygnować z modnych metalowych (i szybko niszczących się) ozdób na rzecz nieśmiertelnego srebra. Ten model przywodzi na myśl mój styl z czasów szkolnych. Jestem zachwycona tym do jak wielu rzeczy pasują te kolczyki z drobnym hematytem. 

Stopniowo pokażę Wam też pozostałe łupy z promocji. Kto wie, może połaszę się na coś jeszcze? Spostrzegawczy mogli zauważyć u mnie również nowe okulary. Marzyłam o metalowych oprawkach, które są teraz na czasie! Możliwe, że stworzę dla Was krótki poradnik. ;)

Dziękuję za poświęcenie chwili na zapoznanie się ze wpisem!

Opaska - Mango / Kolczyki - Yes / Bransoletka - Canyon / Zalando Lounge / Sweter - Vintage / Spodnie - Only / Buty - Lasocki / CCC
Pielęgnacja włosów - odkrycia 2020 roku

Pielęgnacja włosów - odkrycia 2020 roku

No to przyszła pora na drugą część odkryć 2020 roku. Tym razem - kosmetyki do włosów. Świadoma pielęgnacja to coś, czemu poświęcam się od około dwóch lat. Aktualnie stawiam na minimalizm, co przejawia się między innymi krótkim czasem przetrzymywania odżywek i masek. To po prostu mi wystarcza. Przez długi okres stosowałam olejowanie na podkładzie (z całej gamy PEH), później na trochę od tego odeszłam. Teraz pora ponownie sięgnąć po ulubiony olejek. ;) O tym rozpiszę się za chwilę. Generalnie, 2020 rok upłynął mi w większości pod znakiem zapuszczania włosów. Z chęcią sięgałam po wcierki, jednak tylko jedna dała mi naprawdę widoczny efekt. Dzisiaj zdecydowałam się na zakup herbatki ziołowej z pokrzywy - zobaczymy, czy ten krok też okaże się pomocny. ;) 

Dobra, do dzieła - pora przedstawić Wam moje odkrycia 2020 roku do włosów. :)

Pielęgnacja skóry głowy

Jak już wspomniałam, w 2020 roku zaczęłam stosować wcierki. Joanna Konopie, Marion, Fratti i - w końcu - ta, którą dzisiaj kupiłam ponownie - Jantar z bursztynem. Kultowa. Po doświadczeniach z wcześniejszymi preparatami byłam nastawiona sceptycznie. A tu proszę - zauważyłam przyrost baby hair oraz (wreszcie) widocznie dłuższe kosmyki. Aplikator jest wygodny, wcierka nie posiada alkoholu wysuszającego, chociaż w składzie znajduje się silikon, który jednak nie jest uważany za drażniący. Dzisiaj specjalnie wybrałam się ku półce z kosmetykami Jantar, żeby sprawić sobie drugie opakowanie. Polecam.

Olejowanie

Jak już pisałam, przez długi czas olejowałam włosy na podkładzie z odżywek z pełnego zakresu równowagi PEH. Czasem decydowałam się na inne metody, jednak moja obecna pielęgnacja - mocny szampon dedykowany problematyce mojej skóry głowy + dwie odżywki (jedna według równowagi PEH i emolient na zakończenie) aż prosi się o ten sposób nakładania oleju. W wakacje znalazłam w drogerii Naturalną Maskę do Włosów od Eco U, czyli mieszankę kilku olejów i witamin. Jest ona dedykowana raczej włosom średnioporowatym w kierunku do wysokoporowatych. Pojemność 125 ml sprawia, że olejek jest naprawdę wydajny. Moje włosy po zastosowaniu są miękkie i dociążone. Według mnie, maska sprawdza się lepiej na moich włosach niż stosowany wcześniej olej z pestek winogron. Ewentualnie, chętnie sięgnę po raz drugi po olej z nasion malin, ale o tym może jeszcze wspomnę. ;)

Odżywka

Cantu Grapeseed to jedna z nowości w sklepie Loczek.pl. Nie czekając długo, zamówiłam dwa kosmetyki dla siebie. Nie chciałam sięgać po ten najbardziej oczywisty (Aktywator, kto też o nim pomyślał? :)), natomiast akurat potrzebowałam odżywki emolientowej. Produkt posiada domieszkę humektantów, jednak tak dobrze działa na moje loki, że nie wykluczam kolejnego zamówienia. Odżywka Cantu jest treściwa, gęsta i - dzięki temu - pewnie będzie wydajna. To moja pierwsza odżywka kosztująca więcej niż trzydzieści złotych, ale cieszę się, że ją mam! Dodatkowo, pojemność 400 ml wydaje się być optymalna przy tej cenie. Sprawdźcie, warto. 

Stylizacja

Cantu Grapeseed Curling Cream to stylizator, po który ostatnio sięgam naprawdę często! Nawet kilka razy pod rząd i chociaż posiada proteiny, moje włosy mają się dobrze. :) Tak jak odżywka z tej serii, jest gęsty, treściwy i wydajny - wystarczy niewiele, aby ułożyć fryzurę. Zapach (jak na tę markę) jest delikatny, przyjemny. Loki są dociążone, pięknie zdefiniowane, chociaż przy przesadzeniu z ilością kremu mogą wydawać się tłuste w dotyku. Uwaga! Krem Cantu Grapeseed nie jest zgodny z metodą CG - posiada petrolatum, czyli wazelinę.

Od jakiegoś czasu znowu regularnie używam szczotki Denman, o której pisałam w pierwszym wpisie dotyczącym włosów - tutaj. Przy okazji dzisiejszych zakupów trochę poniosła mnie miłość do loków i nabyłam parę gadżetów, które mogą korzystnie wpłynąć na ich stylizację. Między innymi, mają one ułatwić mi stosowanie Denmana. 

Zastanawiam się nad dokładniejszą recenzją produktów od Cantu. Jeżeli jesteście zainteresowani - dajcie znać. ;) Na dziś to tyle. Muszę przyznać, że miło jest podsumować sobie ulubieńców minionego roku. 

Do napisania!

 Naturalna pielęgnacja twarzy i kosmetyki do makijażu - odkrycia 2020 roku

Naturalna pielęgnacja twarzy i kosmetyki do makijażu - odkrycia 2020 roku

Jestem i to z zapowiedzianym wpisem o odkryciach makijażowo-pielęgnacyjnych. :) Na początku wspomnę, że mniej-więcej w okresie wakacji przerzuciłam się na kosmetyki naturalne. Odkryłam kilka ciekawych produktów i szczerze powiem, że skoro odpowiadają mojej skórze nie wiem, czy te wymienione w poście nie zostaną ze mną na stałe. Mówiąc o kosmetykach naturalnych warto nadmienić, że niektóre ze składników mogą uczulać - mnie na przykład podrażnił ostatnio hydrolat oczarowy. Trochę się wystraszyłam, gdy zobaczyłam w lustrze wściekle czerwoną twarz i szyję. Na szczęście, teraz jest lepiej. :) 

Ok, zaczynamy! 

Akcesoria

Namiętnie używałam dwóch akcesoriów, chociaż na jakiś czas odpuściłam sobie masaż kamieniem jadeitowym. Chyba pora do tego wrócić. :) O wałku żadowym wspominałam tutaj. Obecnie używam rollera z Rossmanna - bardziej go sobie cenię. ;)

Czymś, o czym jeszcze tu nie pisałam jest myjka do twarzy Donegal. Miękka gąbka obszyta futerkiem - oczywiście wielokrotnego użytku. Bardzo dobrze radzi sobie z domyciem makijażu - czy to z wykorzystaniem dodatkowych środków, czy też zupełnie solo, kiedy jest on lekki. Myjkę stosuję wieczorem, jedynie do demakijażu. Była prana w pralce i przetrwała, więc jakość jest w porządku. ;) Kosztowała kilkanaście złotych, a asortymencie drogerii internetowych możecie znaleźć podobne produkty pochodzące z innych marek. 

Oczyszczanie

Po demakijażu przychodzi pora na oczyszczanie. W tym celu stosuję nawilżającą piankę do mycia twarzy Eco Laboratorie. Bardzo przyjemna i wydajna, jednak ostrzegam - zawiera mocny detergent. Mi ten fakt akurat nie przeszkadza - nie odczuwam podrażnienia. Wcześniej posiadałam żel myjący Biolaven, mimo to, ta forma kosmetyku odpowiada mi bardziej. Piana na twarzy przyjmuje komfortową w użyciu konsystencję, nie ścieka. Wrócę do niej, zwłaszcza po ostatnich doświadczeniach z nietrafionym hydrolatem.

Nawilżenie

Borykałam się z suchymi skórkami na twarzy. Wtedy przypomniałam sobie o naturalnym kremie-ratunku naszej polskiej marki - Eveline. Egyptian Miracle to produkt kontrowersyjny ze względu na skład łudząco podobny (różniący się jedynie jednym składnikiem) do droższego kosmetyku. To nie zmienia faktu, że u mnie zdał egzamin. Siedmioskładnikowy krem po roztarciu zamienia się w olejek, który można nałożyć na suche partie ciała lub włosy. Tej drugiej opcji nie próbowałam. Stosuję go nawet pod makijaż, zmieniam tylko ilość na mniejszą. 

Makijaż

W kategorii dotyczącej makijażu znalazły się tylko dwa produkty. Ani żaden podkład, ani tym bardziej tusz do rzęs (który okazał się dla mnie porażką) nie trafiły na tę listę. Nie zasłużyły. Za to, uwagi godna jest kredka do brwi Benecos - Natural Eyebrow Designer. Na włoskach utrzymuje się świetnie. Jej dodatkową zaletą jest końcówka ze spiralką do przeczesywania brwi, która pomaga mi w pozbyciu się nadmiaru produktu. I pomyśleć, że zamawiając ją miałam małe obawy. ;)

Myślałam, że kredka do brwi będzie jedynym kosmetykiem kolorowym w dzisiejszym zestawieniu. Po namyśle postanowiłam jednak wspomnieć o jeszcze jednym produkcie. Chociaż mam małe problemy z podkładem, przypuszczam, że to po stronie fluidu leży wina. Puder sypki Jadwiga Saipan zapewnia mi mat przez cały dzień, a to co pod spodem znika jedynie w trudnych miejscach (okolice nosa, broda, na której zdarza mi się podeprzeć w ciągu dnia, szczególnie, że teraz rzadko się wychodzi). Pozostałe części twarzy wyglądają dobrze. Co więcej, puder posiada aż 20g pojemności. Stosuję go niemal codziennie i jeszcze jest go mnóstwo w opakowaniu. 

Mam nadzieję, że wśród wspomnianych kosmetyków i akcesoriów znajdziecie coś dla siebie. :) Ostatnio stawiam na minimalizm. Mam trzy maseczki Bani Agafii, które stosuję na zmianę co jakiś czas, jednak nie jestem w stu procentach przekonana, co do ich działania. Peeling enzymatyczny nie zdał u mnie egzaminu - wybrałam coś innego. Natomiast latem, zamiast kremów stosowałam oleje, ale nie zagwarantowały mi tego, czego oczekiwałam. Większość rzeczy kupiłam w szale wymiany zawartości kosmetyczki na naturalną. Wbrew pozorom, moja pielęgnacja opiera się na kilku prostych krokach. ;)

 Jeżeli ciekawią Was kolejne odkrycia (głównie z kolorówki, bo tę kategorię muszę odświeżyć), zachęcam do zajrzenia na blog za jakiś czas. :) 

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam! :)

No to witam w 2021 :)

No to witam w 2021 :)

No to witam Was w 2021 roku! :)

Wiem, wiem - od wczoraj niewiele się wydarzyło. I błyszcząca nitka trochę nie w czas. Czy jednak na pewno? Nowy Rok to także dobry moment na odrobinę blasku. :) Tę cieniutką bluzkę pokazywałam Wam w 2019 i w sumie to nadal jedno z moich najbardziej sylwestrowych ubrań. Po prostu, nie mam zbyt wielu okazji, aby podobne rzeczy nabywać. 

To może opowiem Wam o moich blogowych planach na najbliższy czas? Moje zamiary są proste - pisać częściej i poruszać więcej tematów nie do końca związanych z modą i moim modowym dziennikiem. Przygotowałam już listy moich odkryć 2020 roku z kategorii pielęgnacji włosów i naturalnych kosmetyków, bo po takie od kilku miesięcy sięgam. W zasadzie, wystarczy, że zrobię zdjęcia produktom i mogę publikować wpisy. Przy okazji ulubieńców, rozważam także recenzje dwóch nowości od Cantu, jednak raczej połączę jakoś oba tematy. Mam nadzieję, że to Was zainteresuje. :)

Od jakiegoś czasu zauważam, że blogi powoli idą w odstawkę. Niestety. Mimo to, dla mnie to nadal jedna z ciekawszych form tworzenia w sieci. Szkoda tylko, że coraz więcej blogów stoi pustych, w tym moi dawni ulubieńcy, których czytałam przez ostatnie kilka lat. Wiem, teraz moda i tematy poruszane w internetowych dziennikach przenoszą się na portale społecznościowe i YouTube. Jednak odnoszę wrażenie, że pewna epoka się kończy (jeśli już się nie skończyła). 

To tyle na dziś. Dziękuję za uwagę! 


Opaska - CCC / Bluzka - Stradivarius / Spodnie - Zara / Kolczyki - Orsay / Bransoletka - Canyon / Zalando Lounge / Torebka - Batycki / Buty - Graceland