It was worth it / A simple outfit for summer

It was worth it / A simple outfit for summer

Nie sądziłam, że mi się uda. Żywiłam taką nadzieję, próbowałam to sobie wmówić... ale się bałam. Jak widać - niepotrzebnie. Dziś dowiedziałam się, że zdałam wszystkie egzaminy. Teraz przede mną obrona i mnóstwo pracy z licencjatem. Ale dam radę. Teraz mogę skupić się na tym całkiem na spokojnie. Nawet nie wiem, kiedy minęły te trzy lata studiów. Weekendowe zjazdy, noclegi, komplikacje w trasie... trochę tego było. Niejednokrotnie byłam bliska zostania w domu z myślą o wycofaniu się. Ale są osoby, które podnosiły mnie na duchu. Ktoś, kto wyrywał mnie z łóżka o trzeciej w nocy, żebym tylko się nie spóźniła. Ile to razy spałam zaledwie dwie-trzy godziny... Dosypiałam w autobusie, a nawet (wstyd się przyznać) na zajęciach. Oczywiście, nie planowałam tego. Tak po prostu się działo. Byłam zmęczona. Po krótkim czasie do wszystkiego się przyzwyczaiłam. Czekałam na weekend, który nie tylko zapewniał mi dawkę wiedzy, ale również możliwość wypicia kawy na mieście. Studia okazały się dla mnie również dobrą szkołą życia. Sama musiałam poradzić sobie w obcym mieście, znaleźć wyjście z trudnych sytuacji. Zawsze mogłam wykonać telefon, ale nikt fizycznie nie mógł mi pomóc. Po trzech latach stwierdzam, że warto było. Wiele się nauczyłam, wydoroślałam.
A little confession / Polka dot dress

A little confession / Polka dot dress

Być może zastanawiasz się, dlaczego założyłam bloga w czasach, gdy internetem zawładnęły media społecznościowe. Wiem, że aby przyciągnąć followersów (to słowo najlepiej opisuje kogoś pomiędzy czytelnikiem blogów a odbiorcą kanałów SM) wystarczy rozbudować profil na Instagramie. Możliwe, że zauważyłaś, iż nie jestem mistrzem w działaniu na różnorakich portalach. Wydaje mi się, że znalazłam wyjaśnienie tej sytuacji. Otóż, nie jestem zainteresowana bezgranicznym dzieleniem się ze światem swoją prywatą. Żyjemy w czasach, gdzie, aby utrzymać się na szczycie trzeba odrzucić w kąt prywatność. Budzisz się? Pstryk. Jesz obiad? Pstryk. Patrzysz przez okno? Pstryk, kolejne zdjęcie gotowe. I nie chodzi mi tutaj o profile fotografów. To trochę mnie przerasta. Jestem takim dziwnym typem, kimś pomiędzy introwertykiem a ekstrawertykiem. Z jednej strony lubię chwile samotności, z drugiej... chcę być blisko ludzi. Tak samo jest z internetem. Blog nie wymaga aż takiej obecności w życiu publicznym. Daje umiar.
Szczęście wplecione w codzienność

Szczęście wplecione w codzienność

Ta pogoda jest męcząca. Rozleniwia, ile tylko może. Ale nie narzekam. Cieszę się, że mamy piękne lato. Nawet jeśli jest mi zbyt gorąco, aby na przykład wybrać się na spacer to i tak odczuwam wakacyjny spokój. Lubię wieczorem, gdy Słońce już trochę odpuści usiąść na huśtawce i bujać się w rytm muzyki. To taka moja „chwila dla myśli". Naprawdę, nie trzeba wiele, aby się zrelaksować. Wystarczy odpowiednie podejście. Lubię to uczucie, gdy odnajduję radość w codzienności, gdy rozwesela mnie moment. To pomaga w zachowaniu optymizmu, a wierz mi, niewiele mam z nim wspólnego. Uczę się cieszyć z drobnostek i drobnostkami się nie przejmować. Próbuję. Teraz uśmiech pojawia się, gdy odczuwam wakacyjną aurę - słońce, ciepły wietrzyk, a moje oczy dostrzegają przychylnych mi ludzi. Spokój wypełnia mnie od środka. Wspomnienia wirują w mojej głowie, w której wciąż jeszcze znajdzie się miejsce na nowe. Czekam, by zobaczyć co przyniesie jutro. Czekam, ale cierpliwie.
O zachodzących zmianach

O zachodzących zmianach

Ostatnio nie narzekam na nudę. Właściwie, to przyzwyczaiłam się do tego, że dużo się dzieje. To dodaje mi nowej pozytywnej energii. Dotąd byłam kanapowym leniuchem, nie miałam zbyt wielu obowiązków. Teraz muszę mądrze zarządzać czasem. Jedyne czego mi brakuje to wena twórcza, jeśli chodzi o licencjat. Nie sądziłam, że to takie trudne. W każdym razie, skoro powiedziałam „A", muszę powiedzieć także „B".
Bliskość budowana latami

Bliskość budowana latami

Ostatnio niechętnie siedzę w domu. Polubiłam stołowanie się na mieście, czy wypady na szybkie zakupy. Coraz częściej odwiedzam też osobę, która daje mi mega-dawkę pozytywnej energii - moją babcię. Przez wiele lat mieszkała za granicą. Tęskniłam za nią okropnie. Byłam nawet pierwszą wnuczką, która odwiedziła ją w miejscu, do którego wyjechała. Średnio pamiętam ten wyjazd. Byłam wtedy przedszkolaczkiem, który nawet nie rozumiał do czego zmusił mamę. A zmusiłam ją do wyrobienia paszportu i wyjazdu poza Polskę. Nie pamiętam nawet na jak długo. Wiem z opowieści, że tak bardzo chciałam mieć dla siebie babcię, że w końcu postanowiła zaprosić mnie do nowego domu. Pamiętam, że niedaleko mieszkania był plac zabaw. I pamiętam też, że pewnego dnia nie chciałam za żadne skarby pojechać z rodziną na zakupy. Wtedy udawali, że zostaję sama. Po chwili udałam się do sypialni, gdzie... schowała się babcia. Została. Nie miała mi za złe kaprysów. Zawsze okazywała mi ogromną cierpliwość. Teraz, kiedy wróciła mogę widywać ją częściej. Sama rzadko opuszcza dom. Mimo licznych przeciwności losu zawsze, naprawdę ZAWSZE tryska pozytywną energią i pokazuje jak bardzo kocha życie. Jest dla mnie ogromną podporą i inspiracją. Jest niesamowita.
O marzeniu, które się spełniło

O marzeniu, które się spełniło

Miałam pewne marzenie, takie, o którym nikt nie wiedział. Chciałam kiedyś wystąpić w todze. Poszłam na studia z nadzieją, że się uda. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że uczelnia organizuje tego typu zakończenia.Kiedy wystartowały zapisy na uroczyste pożegnanie - nie wahałam się. Spełniłam ten sen. Ręce trzęsły mi się tak, że nie byłam w stanie zapiąć guzików. Może to błahe, bo przecież obrona jeszcze przede mną, ale tak bardzo czułam się dumna... Do teraz z uśmiechem wspominam tę chwilę, gdy odbierałam przedsmak dyplomu. To tylko świstek papieru, jednak samo uczucie przy wejściu na podwyższenie... Niezapomniane. Teraz pora ruszyć po więcej. Zakasać rękawy i dokończyć tę bajkę. Obronić pracę i poczuć jeszcze większe zadowolenie z siebie.
Marzenia się nie spełniają, je się spełnia. Chociaż... jak widać są wyjątki. Nie wiedziałam, że uniwersytet, który wybieram organizuje taką zabawę. Myślałam, że ta część idealizacji studiów nie jest praktykowana. „Idealizacji", bo gdy brałam udział w rekrutacji nie sądziłam z jaką ilością pracy to się wiąże. Miałam swoją wizję. Ale ani razu nie pomyślałam na poważnie o todze!
Warto zacisnąć zęby i iść śmiało po swoje, po to, co należy się odważnym. Marzenia można spełnić. Nie ograniczajmy się wyłącznie do planów!
Żegnaj wiosno, witaj przygodo!

Żegnaj wiosno, witaj przygodo!

Ach, to już jutro! Jutro zacznie się lato! Już nie mogę doczekać się prawdziwie wakacyjnych przygód! Co roku wspólnie z rodziną budujemy nowe wspomnienia, które później lądują na półce w formie książki ze zdjęciami. To nieprawdopodobne jak chwile beztroski szybko mijają. Do teraz mam w głowie wyjazdy z przed roku, czy dwóch... Niezapomniany czas. Kąpiele w morzu, czy spacer wzdłuż rzeki na Bieszczadach... I oczywiście podpis zostawiony na najwyższym punkcie altany stojącej samotnie w lesie. To było pewne, że moja szalona rodzinka złoży go właśnie tam.
Teraz zastanawiam się, co przyniosą tegoroczne wojaże. Mamy już pewne plany. Moi bliscy chcą wrócić do miejsca, gdzie odpoczywali zanim ja pojawiłam się na świecie. Chętnie wysłucham ich opowieści, zwłaszcza, że bywają nieprawdopodobne. Z taką familią nawet niedalekie wyjazdy potrafią zaowocować w wywołujące uśmiech sytuacje. Czas na nowe wspomnienia!
Love/Hate relationship

Love/Hate relationship

Ja i moje włosy to typowa relacja typu „love/hate". Niestety. Ich skręt nieustannie się zmienia, przez co przysparzają mi mnóstwa kłopotów. Ale od początku.
Złota pora wspomnień...

Złota pora wspomnień...

Znasz ten moment, gdy patrzysz w niebo i myślisz „jest piękne”? Złocista aura unosi się w powietrzu, otulając kwiaty i budynki wkoło… To właśnie złota godzina. Kiedy tylko zobaczyłam jak niesamowicie prezentuje się ulica, poczułam, że muszę wykorzystać ją do swoich celów! Rzadko kiedy napawam się zachodem słońca… Chyba pora na zmianę. Czas usiąść przed domem i wpatrywać się w żegnające nas promyki…  Aż chciałoby się w tej chwili być gdzieś na plaży, obserwować szumiące fale… Na moment wróciłam wspomnieniami do wakacji 2017 roku. Biżuteria z bursztynem zakupiona na pamiątkę do dziś zdobi moje ciało. Tylko statek ozdobiony muszlami nie przetrwał… To była moja pierwsza wizyta na Pomorzu.  Mam nadzieję, że nie ostatnia! W tym roku czekają mnie kolejne wspomnienia…
Reaktywacja!

Reaktywacja!

Z nowym wiatrem w żaglach, pełna optymizmu i nadziei wracam! Pożegnanie się z blogiem, wtedy, gdy zaczynał zdobywać czytelników było błędem, którego już nie cofnę... Teraz przyszła pora, aby zakasać przysłowiowe rękawy i wziąć się do roboty. Mam nadzieję, że strona zyska nowe życie!  Postaram się wprowadzić więcej kategorii wpisów, celuję też w media społecznościowe. Będzie też więcej moich przemyśleń, mam nadzieję, że wciągniesz się na dłużej. :) Tak więc, czas - start!