Poza strefą komfortu. Czego spróbowałam?

Poza strefą komfortu. Czego spróbowałam?

Przyznaję, chciałam sprawdzić, jak uda mi się wpleść mój nowy wazon w zdjęcia, stąd powyższy efekt. Ceramika okazała się bardzo fotogeniczna. ;) 

Plisowaną spódnicę ze zdjęcia sprawiłam sobie latem. Ciężko było znaleźć model o odpowiedniej dla mnie długości - jestem niska, a spódnice długie. Ostatecznie dorwałam tę z KiKa. Zauroczyło mnie połączenie drobnych plis z modnym kilka sezonów temu wzorem panterki. Dzięki niemu grzeczny fason nabiera nowego wyrazu! 

Plisowaną spódnicę zestawiłam z efektowną bluzką z wycięciami. Podoba mi się ten efekt - trochę nowocześnie, a jednak klasycznie. I to z nutą retro. Ubrałam się tak po to, by wziąć udział w zabawie instagramowej organizowanej przez jedną z bloggerek - Shiny Syl. 

Zakup spódnicy plisowanej to dla mnie wyjście z własnej strefy komfortu - bałam się, że będę prezentować się w niej staromodnie. Na szczęście, intrygująca bluzka i masywne, osadzone w trendach buty nadają całości innego charakteru. 

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do próbowania nowości we własnym wizerunku. 

Pozdrawiam!

Srebrne kolczyki - Lian Art / Srebrna bransoletka - By Dziubeka  / Bluzka - Vintage / Spódnica - KiK /  Pasek - Mango / Buty - New Yorker
W co inwestowałam najchętniej?

W co inwestowałam najchętniej?

Szykują się zmiany. I to takie, które zobaczycie też na blogu. Planuję mały remont, dlatego niewykluczone, że do kategorii "Home Decor" dodam parę inspiracji. Ostatni raz czułam tego typu ekscytację ponad pięć lat temu urządzając pokój ze zdjęć od zera. Dobór tapet, mebli, później dekoracji - bardzo satysfakcjonujące. Naprawdę chętnie przeżyję to jeszcze raz, a teraz mam ku temu okazję. 

Jeśli chodzi o strój, nie ubierałam się w wyjątkowo walentynkowym stylu. Po prostu - elegancka bluzka z ciekawymi rękawami, skórzane legginsy i kamizelka, która wszystko scala. Za to biżuteria to mój nowy nabytek. Pierwszy raz zamówiłam coś z polskiej, dość znanej marki - By Dziubeka. Wybrałam broszkę, srebrną bransoletkę i kolczyki, które możecie zauważyć na fotografiach. Są one stosunkowo ciężkie, solidne, ale za to wygodne w noszeniu. A przynajmniej ja czuję się w nich dobrze. 

Poprzedni miesiąc upłynął mi pod znakiem zakupów biżuteryjnych. Postanowiłam zbudować swoją kolekcję od nowa, a zachęciły mnie do tego aktualne wyprzedaże. Ubrań mam sporo, ale porządne kolczyki, bransoletki i inne to coś, co potrafi całkowicie zmienić charakter stroju. 

To tyle na dziś. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam! 

Kolczyki -  By Dziubeka / Kamizelka - Vintage / Bluzka - Zaful / Spodnie - Sinsay / Buty - Lasocki / CCC 
Szary sweter - ponadczasowa, uniwersalna klasyka

Szary sweter - ponadczasowa, uniwersalna klasyka

Ten mięciutki, ale niestety poliestrowy szary sweter to mój kolejny łup z ostatniego wypadu na łowy w sklepach z odzieżą vintage. Podobne modele widywałam w sieciówkach w cenach, które mnie odstraszały - zdecydowanie były za wysokie. Przyznaję, że sposób tkania tej (syntetycznej) dzianiny wydał mi się ciekawy, ba, nawet nabyłam taką czapkę. Niestety nie jestem przekonana do wydawania ponad stu złotych za poliester, tym bardziej, że w second handach można znaleźć o wiele tańszą wełnę. 

Szarego swetra o prostym kroju szukałam naprawdę długo. Ten zauważyłam przypadkiem. Jakieś kilkanaście złotych za taki materiał to dla mnie korzystna cena. Sweter jest przyjemny w dotyku i gruby, co wpływa na to, że jest mi w nim ciepło. Nawet nie zmarzłam za bardzo stojąc na zewnątrz w odpiętym płaszczu, a jest to ogromna zaleta. Stylowy szary sweter to coś, co zdecydowanie warto mieć w szafie, klasyka, prawdziwa baza garderoby. 

Przyznaję, że obecnie większość swetrów w mojej szafie pochodzi z drugiej ręki. To zwyczajnie się opłaca! Dzięki temu, niewielkim kosztem mogłam wzbogacić się o wełnę, kaszmir i angorę w różnorodnych postaciach. Znaczna część moich swetrów jest minimalistyczna, jednak to sprawia, że są poniekąd ponadczasowe. Wełniany szary sweter też jeszcze znajdę. :)

Morał, jaki chciałabym Wam dzisiaj przekazać jest następujący - nie bójmy się poliestru. Chociaż to materiał syntetyczny, może prezentować się całkiem dobrze, a w dodatku być ciepły i miły w dotyku. Nie warto jednak przepłacać. Dlatego takich fanaberii modowych szukam tam, gdzie jest najtaniej (chyba domyślacie się gdzie). ;)
Gumka do włosów  - Rossmann / Kolczyki - Yes / Wełniany płaszcz - Vintage / Sweter - Vintage / Spodnie - Only / Skórzana torebka - Silvio Tossi / Zalando / Skórzane buty - Lasocki / CCC 
Krótki camelowy płaszcz - jak nosić?

Krótki camelowy płaszcz - jak nosić?

Wiem, wiem - teraz modne są długie płaszcze oversize. Ale co ja mogę poradzić na to, że one po prostu do mnie nie pasują? Długość za kolano znacznie mnie przytłacza - próbowałam, nie wyszło. W życiu nie dostałam tylu negatywnych uwag względem stroju. Za to ten krótki wełniany płaszczyk jest dla mnie w sam raz. Może mógłby delikatnie bardziej przykrywać uda, ale i tak jestem zadowolona. 

Wybrałam dla siebie krótki płaszcz z poduszkami na ramionach, lekko taliowany, przewiązywany pasem. Czyli przeciwieństwo obecnych trendów, w których króluje męski krój, opuszczona linia ramion i znacznie większa długość. Nie zawsze trzeba podążać za trendami, czasem warto wybrać coś, co nam pasuje. 

Beżowego wełnianego płaszcza szukałam od jakiegoś czasu. Znalezione przeze mnie modele na ogół miały kiepski skład lub nieciekawy fason i odcień. Ten jest dobry. A wyhaczyłam go na wieszaku, kiedy zmieniłam zdanie i zaczęłam marzyć o kurtce wypchanej puchem. To tylko potwierdza regułę, że w second handach rzadko znajdujemy dokładnie to, o czym myślimy, a już tym bardziej w konkretnej chwili. 

Podsumowując, zachęcam Was do łowów w sklepach vintage, bo czekają tam na nas naprawdę interesujące perełki. O, na przykład takie jak mój camelowy płaszcz, który okazał się przyjemnie ciepły. 

Pozdrawiam!

Kapelusz - Vintage / Kolczyki  - Yes / Szal - Zaful / Płaszcz - Vintage / Spodnie - Sinsay / Buty - Lasocki / CCC 
Kręcone włosy bez stylizacji (to nadal loki!)

Kręcone włosy bez stylizacji (to nadal loki!)

 

Wiem, posiadaczki kręconych włosów łapią się za głowę za każdym razem, gdy słyszą, że ich loki bez stylizacji żelem, kremem, pianką lub innym specyfikiem są proste. Nie są! Nasze włosy mają naturalną tendencję do skrętu, który bez utrwalenia stylizatorem po prostu szybciej się niszczy. Ale nadal jest! 

Dzisiejszy wpis powstał spontanicznie, nie planowałam go. Problemy ze skórą głowy zmusiły mnie do małego eksperymentu, który rozwinął się i stał się duży. Umyłam włosy (jak zwykle ostatnimi czasy) mocnym szamponem, następnie nałożyłam odżywkę proteinową i - zamiast emolientowej maski - mieszankę olejów i witamin od Eco U, o której już Wam pisałam. Chciałam sprawdzić, czy bez stylizatora problem się rozwiąże. A że zorientowałam się, że równie dobrze chemikalia z odżywek (niczego nie neguję, jeżeli Wam służą - korzystajcie z radością) również mogą dotykać skalpu, sięgnęłam po jedyne dwa naturalne produkty odżywiające, jakie mam. Jak widzicie, eksperyment był spory. 

Jak efekty? Przyznaję, bałam się ich. Jednak okazało się, że efekt jest naprawdę przyjemny. Włosy są dociążone, miękkie, skręcone. Tak, włosy kręcone bez produktu do stylizacji się kręcą. Nie jestem pewna, jak będzie z nimi jutro. Może całkiem ok, może wylądują spięte w kucyk. Ważne, żeby skóra głowy miała się dobrze! Jeżeli okaże się, że to konserwanty wzmogły problemy ze skalpem, które mam właściwie od zawsze (tak, byłam kiedyś u lekarza), nie wykluczam rezygnacji ze starych produktów na rzecz bardziej naturalnych. Zobaczymy, chociaż te, które mam teraz są bardziej ekonomiczne. 

Wracając do sedna. Moje kręcone włosy bez stylizacji dedykowanym produktem mocno mnie zaskoczyły. Zachęcam Was do próby, przynajmniej jednej. Wtedy naprawdę można poznać prawdziwe oblicze własnych włosów i przekonać się, jak niewiele im potrzeba. :)

Tu włosy jeszcze są mokre. Bałam się, co z tego wyjdzie.
Wyszło to. Jestem (w pozytywnym) szoku!