Love/Hate relationship

Ja i moje włosy to typowa relacja typu „love/hate". Niestety. Ich skręt nieustannie się zmienia, przez co przysparzają mi mnóstwa kłopotów. Ale od początku.
Jako dziecko miałam grube, niczym wywinięte na wałkach loki, kręcące się od ucha. Dzięki starym zdjęciom mam okazję trochę się nimi pozachwycać. Jednak, nie wytrwały w takim stanie zbyt długo. Dziesięcioletnia ja miała już zupełnie proste kosmyki. Naprawdę! Pamiętam jak było mi wtedy łatwo życiu... ;) Kiedy dobiegałam do dwunastego roku życia - skręt powrócił. Po kilku miesiącach wszyscy dorośli zastanawiali się, czy nie mam przypadkiem wykonanej trwałej ondulacji. Och, ile ja przeszłam z moją niesforną grzywką...  ;) Rówieśnicy niestety często dowcipkowali sobie na ten temat, dlatego też znienawidziłam te swoje „kudły". W końcu po latach je zaakceptowałam... I co? Czy to koniec przygody? Nie, ależ skąd. Włosy znowu zaczęły zmieniać skręt. Oj, bo przecież byłoby nudno, gdyby były wiecznie takie same, prawda? Teraz są mieszanką sprężynek i fal. Co ja z nimi mam! Aktualnie, aby choć trochę z nich wykrzesać stosuję się do zasad metody OMO, przez co sporo czasu upływa mi na myciu i stylizowaniu czupryny. I pomyśleć, że kiedyś nie miałam z nią problemu...
Chcę napomknąć również trochę o dzisiejszej fryzurze.
Otóż, wpięłam we włosy perłowe spinki, a przecież ozdoby tego typu są teraz bardzo na topie. Widać je niemal na każdym kroku, na każdej sklepowej półce. Przybierają różne postacie; najczęściej widuję podobne do tych, które dziś pokazuję, oraz w kształcie kokard. Oprócz spinek, równie chętnie wykorzystywane przez influencerki są opaski, gumki i chustki. Jak da się zauważyć, w tym sezonie bierze się sporo na głowę. :)
Spinki - Stradivarius/ Bransoletka - Sinsay

Izikova

izikova@interia.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz