Thoughts go out

Dzisiaj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że wstałam z łóżka, pominęłam porządki domowe i beztrosko wyszłam z domu, by wypić poranną kawę na mieście. Wyszłam w pojedynkę, tylko w tym jednym celu; nie miałam w planach robić niczego więcej. Niby nic specjalnego, a jednak to wszystko wydało mi się na tyle realne, że aż zdziwiłam się, kiedy odkryłam, że nadal przebywam pod kołdrą. To chyba znak, że muszę coś zmienić. Otworzyć drzwi i po prostu przez nie wyjść. Odkąd skończyłam praktyki zawodowe siedzę w domu. To już prawie miesiąc! Gdyby nie weekendowe wyjazdy na studia, chyba bym zwariowała. Nie nudzę się tak jak kiedyś. Piszę bloga, czasem spróbuję coś ugotować, czytam, wychodzę na second handowe łowy (co prawda, przeważnie do najbliższego sklepu, jednak zawsze coś). I tak w kółko. I chyba to właśnie „kółko" mnie dobija. Pora coś zmienić. Ale jak? Łatwo mówić, łatwo planować, trudniej wcielić te pomysły w życie. Cieszę się, że są weekendy. Cieszę się, że zdecydowałam się na prowadzenie bloga. To daje mi kopa, pozwala na chwilę wyrwać się z tej monotonnej rzeczywistości. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie teraźniejszość bez tego. I pomyśleć, że nosiłam się z zamiarem założenia bloga przez mniej-więcej pięć lat. Pewnie dlatego, tak bardzo się wciągnęłam. 😉
Choker - Second Hand
Koszula/Shirt - Vintage
Bokserka/Top - Vintage
Spodnie/Trousers - H&M
Kabaretki/Fishnet - Ch.C.H. „Sasa"
Buty/Shoes - Burberry 

No comments:

Post a Comment